Przejdź do treści głównej

Mobilność – adaptuj się albo umieraj

autor(ka): Technologie.ngo.pl
2014-07-11, 14:19
archiwalne
TECHNOLOGIE.NGO.PL: W zdecydowanej większości głosy prowadzonej przez Technologie.ngo.pl debaty o mobilności sprowadzały się do smutnego i przerażającego chwilami wniosku – tempo zmian trzeba zaakceptować i by przetrwać będąc tam gdzie odbiorcy, należy się dostosować albo wkrótce Ty i Twoja organizacja przestaniecie istnieć w sieci.

W pierwszej kolejności – darmowe rozwiązania

Piotr Gajewski z Esencji Studio w swoim głosie przekonywał, by podążając za mobilnymi odbiorcami nie skupiać się na tworzeniu drogich i często trudnych stron mobilnych, przynajmniej nie w pierwszym momencie. „Organizacji charytatywnej najlepiej radziłbym – na początku przygody z mobilnością – wykorzystanie narzędzi bezpłatnych, które już same w sobie są mobilne, czyli mediów społecznościowych. Charakter portali typu Facebook, YouTube, Pinterest, Instagram to idealne miejsce do tworzenia wokół organizacji grupy osób zainteresowanych jej działalnością oraz rozpowszechniania informacji, idei, organizowanych wydarzeń” – zachęcał.

W jego opinii, to najpewniejsza i najkrótsza droga dotarcia do osób, które korzystając w danej chwili ze smartfona lub tabletu, obok jasnego komunikatu opisującego jakieś działanie zakodują w myślach, płynące wraz z tym przekazem logo organizacji stojącej za działaniem. „Bądźcie mobilni, czyli dostępni, a świat – ten wirtualny i prawdziwy – dowie się o tym, co chcecie mu przekazać” – pisał Gajewski.

Wyłączmy myślenie sprzed dekady

By świadomie i sprawnie korzystać z mobilności, musimy ją zrozumieć i zaakceptować, a tym samym wyłączyć przestarzałe myślenie sprzed 10 lat – przekonywał natomiast Piotr Klimek, stojący za platformą aplikacji mobilnych Add Me. I posiłkując się obrazowo trzema życiowymi sytuacjami rozwinął proste założenie: „Mogę̨ mieć́ dostęp do informacji TU, gdzie teraz jestem, a nie dopiero w domu, i TERAZ, a nie jak dojadę̨”.

Katarzyna Demitrewicz z kolei zapewniła czytelników, że zarazem sama idea mobilności, jak i technologie mobilne są równie istotne i trzeba między nimi stawiać znak równości. I cały główny temat powinien być traktowany jako przyczynek do dyskusji i działań, a nie jako założenie i jedyne koło napędowe. „Próbując jednak odnieść się do postawionej tezy w kontekście organizacji pozarządowych, myślę, że przyszłość to nie tylko technologie mobilne i idea mobilności, ale wypadkowa wielu innych idei, jak idei ekonomii współdzielonej, crowdsourcingu, idei zrównoważonego rozwoju, ruchu związanego z otwartymi źródłami, ruchu „zrób to sam”, itd.”

Mobilność nie jest lekiem na wszystko

Istotnym głosem w debacie była też opinia czytelniczki portalu ngo.pl. Argumentowała, że nim organizacje zachłyśnięte wszechobecnymi trendami zaczną je wdrażać we własnych działaniach, powinny odpowiedzieć na pytanie „czy warto”. „Czy stowarzyszenie pracujące z bezdomnymi znajdzie ich na Facebooku, czy raczej na ulicy? Trzeci sektor naprawdę różni się od biznesu. Firmy nie kierują swoich ofert do osób zagrożonych wykluczeniem społecznym. Organizacje – tak” – przekonywała w swoim głosie.

Bartosz Sokoliński jednak zauważył: „Mobilność, która skraca dystans między ludźmi, powoduje, że możemy zrobić coś szybciej w każdym miejscu. Mobilność jest doskonałym narzędziem dla wykluczonych – są np. aplikacje, które pomagają znaleźć miejsca przyjazne niepełnosprawnym ruchowo albo przewodniki po muzeach dla niedowidzących lub po prostu książki z większymi czcionkami”.

Nowoczesność? Nie bójmy się jej

Próbą podsumowującego głosu, była opinia Agnieszki Świąteckiej z Fundacji Ad Hoc. Pisała: „Przyszłość należy do idei mobilności, jednak zanim zachłyśniemy się wizją futurystycznych technologii, pamiętajmy, że są one tylko narzędziem, które powinno służyć – coraz bardziej mobilnym we współczesnym świecie – ludziom. Moja główna rada dla organizacji pozarządowych brzmi: bądźmy tam, gdzie są nasi odbiorcy, i dajmy im to, czego w danym miejscu i w danej chwili potrzebują”.

Niedługo potem mieliśmy możliwość dodania na główne stronie jeszcze jednego głosu czytelnika, R. Kowalskiego. Wymienia przykład sprzed dekady, kiedy jedna z organizacji czuła się dyskryminowana z powodu możliwości składania wniosków wyłącznie drogą elektroniczną. Nawiązując do przykładu podaje: „Mamy rok 2014. Końcówka debaty dotyczącej nowej ustawy o zbiórkach publicznych. Powstanie serwis rejestrujący wszystkie zbiórki – umożliwiający zgłoszenie i sprawozdanie działań. Co jest jednym z najgorętszych wątków debaty (czytaj: czego chcą organizacje)? Możliwość rejestracji zbiórek na papierze. Za pośrednictwem poczty. Nieelektronicznej. Ups...”

W niewielkiej dyskusji pod głosami publikowanymi na Facebooku serwisu Ngo.pl znalazły się przede wszystkim opinie popierające głos wspomnianej wyżej czytelniczki. Jeden z nich przestrzegał, by aktywności na Facebooku nie zastępowały realnych działań. Kliknięcie przycisku „Lubię to”, nie zastępuje kroków podejmowanych na żywo. Inni kwitowali: „Nie opłaca się nam bać nowoczesności”.

Od zmian nie ma odwrotu

Podsumowując głosy wszystkich debatantów, a także opinię czytelników ngo.pl, chcielibyśmy uwypuklić kierunek zachodzących zmian. Wiele innowacji, których w przeszłości się obawiano obecnie jest codziennością. Chyba każda organizacja ma już świadomość jak istotna jest obecność w sieci. Wielu przedstawicieli korzysta z możliwości otrzymywania specjalnych smsów od darczyńców, którzy tą drogą finansują statutowe założenia. Czytelniczka jednak przytoczyła pewną daną – 32 proc. Polaków nigdy nie miała do czynienia z internetem. To fakt istotny, pokazujący, że nie można nagle całkowicie odwrócić się od całego świata, przenosząc działania wyłącznie do internetu. Ale tego chyba przez moment nikt nie postulował.

Już w tekście wprowadzającym do debaty przytaczaliśmy wypowiedź ministra Trzaskowskiego, któremu nowoczesne technologie pomagają zarządzać kryzysami, ale jego obecność na miejscu klęsk wciąż jest niezbędna. Podobnie w przypadku osób wykluczonych technologicznie – wysoce prawdopodobne jest to, że nigdy nie skorzystają z sieci, ale kto wie, czy wkrótce rozwiązania z jakich będą mogły korzystać nie będą oparte o internet?

Rozważmy wymieniony przez czytelniczkę przykład – małych organizacji docierających z komunikatami do potrzebujących poprzez rozmowy albo ogłoszenia wywieszane przy lokalnych sklepach. Możemy wyobrazić sobie moment, w którym wybrana organizacja swój komunikat lokalny umieszcza (dajmy na to za pomocą smartfona) w ogólnopolskim systemie internetowym docierającym (znowuż na smartfonach) do potencjalnych beneficjentów, którzy być może wesprą jej działania. To właśnie przyszłość związana z ideą mobilności!

Yann Martel, autor głośnej powieści „Życie Pi” powiedział w jednym z wywiadów: „Nie jestem konsumentem. Nie cierpię kupować ubrań. Nie mam urządzenia mobilnego. Nie potrzebuję rzeczy. Nienawidzę ich”. I jestem ciekaw czy jako pisarz, który ma na koncie bestsellerowe tytuły jest świadom, że jego dzieła multum ludzi konsumuje właśnie na urządzeniach mobilnych, a z całą pewnością niejeden czytelnik ostatnią, wydaną w 2010 roku książkę kupił w jednym ze sklepów internetowych za pomocą bezprzewodowego internetu. Sieć nas otacza i im prędzej to zrozumiemy, tym szybciej nasza organizacja może być pionierem pewnych rozwiązań.


Tekst pochodzi z serwisu technologie.ngo.pl


Źródło: Technologie.ngo.pl
Wyraź opinię 1 2

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Tendencyjne ~Wiki 23.07.2014, 01:58 Dawno nie czytałam tak tendencyjnego podsumowania w tym dziale. Po co była ta debata? Trzeba było od razu napisać: "zebraliśmy różne głosy, ale wniosek jest jeden"... ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • nowe technologie