Przejdź do treści głównej

By uwolnić zasoby, potrzebne zmiany w kulturze

autor(ka): Sławomir Czarnecki
2013-03-15, 13:00
archiwalne
CZARNECKI: Wprowadzenie tej ustawy bez jednoczesnych systemowych zmian w kulturze może przynieść więcej szkody, niż pożytku i skompromitować w środowisku ludzi kultury samą ideę otwartości.

Do piątego lutego można było konsultować "Projekt założeń projektu ustawy o otwartych zasobach publicznych", który dotyczy nauki, edukacji i kultury. Jak pisze Piotr VaGla Waglowski: „Jeśli nie weźmiecie udziału w konsultacjach wspierając lub krytykując zaproponowane rozwiązania i koncepcje – ktoś inny na pewno w takich konsultacjach weźmie udział i będzie proponował, i wspierał rozwiązania, które mogą wam się nie spodobać.” No to wziąłem.

Ustawa może mieć doniosłe konsekwencje dla kultury. W projekcie czytamy: „Przede wszystkim należy zapewnić dostęp do publicznych zasobów tworzonych przez pracowników publicznych instytucji kulturowych określonych w ustawie o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, oraz zasobów finansowanych publicznie z programów Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego lub poprzez państwowe i samorządowe instytucje kultury. W tym zbiorze należy dążyć do implementacji zasad dostępu w pełnej opcji”.

Pełna opcja oznacza „udostępnienie zasobów publicznych na wolnej licencji (…), swobodne zwielokrotnianie, rozpowszechnianie, sublicencjonowanie oraz modyfikowanie zasobów (wykonywanie praw zależnych) niezależnie od profilu korzystającego, a także niezależnie od celów, jakim czynności te mają posłużyć.”

Pełną otwartość trudno sobie wyobrazić

Zasoby finansowane publicznie to na przykład dramat napisany na zamówienia teatru, zakupione/wykonane na zamówienie galerii dzieło sztuki (film, fotografia), książki i płyty powstałe dzięki stypendiom i grantom przyznawanym przez samorządy. Próbuję sobie wyobrazić teatr, który podpisuje umowę z autorem (pełne przeniesienie praw). Dramat zostaje opublikowany w sieci na wolnej licencji. Powstają swobodne adaptacje tekstu, niezwiązane z teatrem wydawnictwo publikuje tekst i zaczyna sprzedawać. Dzieje się wiele rzeczy, nad którymi autor i teatr nie mają kontroli, z których nie czerpią korzyści. A więc próbuję sobie wyobrazić, ale przychodzi mi to z trudem, podobnie jak w przypadku wideo artu, płyt, książek, zdjęć…

Nie dlatego, że jestem przeciwnikiem pełnej otwartości zasobów publicznych w kulturze. Mam tylko świadomość, że ewentualne wprowadzenie takiej ustawy bez jednoczesnych systemowych zmian w kulturze przynieść może więcej szkody, niż pożytku i skompromitować w środowisku ludzi kultury samą ideę otwartości. Dlaczego instytucje miałyby z entuzjazmem brać się do uwalniania zasobów, skoro jednocześnie poddane są presji „zarabiania” na swojej działalności? Czy będzie można zapłacić więcej artyście, gdy zawarta z nim umowa pozwoli na późniejsze udostępnienie dzieła w „pełnej opcji”.

Zobligowanie bez motywacji nie wystarczy

Bez dodatkowych działań, programów, być może zmian w innych dotyczących kultury aktach prawnych, trudno będzie mówić o udanym otwieraniu zasobów publicznych. Zobligowanie bez zmotywowania nie wystarczy. (Warto w kontekście projektu ustawy wrócić do tekstu Mirosława Filiciaka "Kultura niewolna od konfliktów".)

Przywołany wcześniej Vagla pisząc o finansowaniu ze środków publicznych brutalnie konstatuje: „nie powinno nikogo niepokoić, że [państwo] dając na coś kasę oczekiwać będzie, że efekt takiej pracy będzie następnie powszechnie i bez dalszych ograniczeń wykorzystywany publicznie”. Mam wrażenie, że artystów to jednak zaniepokoi.

Zdaje się, że autorzy „projektu założeń do projektu” (nie wiem jak wy, ja bardzo lubię biurokratyczny slang) przewidzieli te trudności, ale znaleźli dla nich niezbyt dobre rozwiązanie. W dziedzinie kultury przewidziano tak wiele możliwości odstąpienia od pełnej otwartości i taką łatwość uzasadnienia wyjątków, że „pełna opcja” prawdopodobnie będzie rzadkością i efektem dobrej woli pracowników instytucji kultury i artystów.

Ze względów ekonomicznych można by chronić dzieło

Decyzję o wyłączeniu stosowania przepisów ustawy będzie można podjąć np. w oparciu o przesłanki ekonomiczne (s. 8 projektu). Załóżmy, że instytucja ma pełne prawa do fotografii wykonanej przez uznanego artystę. Co będzie bardziej „ekonomiczne” dla instytucji: zachowanie wyłączności i sprzedawanie reprodukcji dzieła, czy jego udostępnienie na zasadzie pełnej otwartości? Odpowiedź z punktu widzenia instytucji jest prosta, z perspektywy celów ustawy już taka prosta nie jest. Pomijając kwestię dostępności dzieła dla odbiorców, można przecież mówić o takich „przesłankach ekonomicznych”, które przemawiają za otwarciem dzieła. Otwarcie daje szansę np. na sprzedaż, nie przez instytucję, gadżetów (toreb, kubków itp.), wykorzystujących reprodukcje dzieła. Czy to źle? A co jest złego w rozwoju małej lokalnej przedsiębiorczości?

Na zakończenie zwrócę uwagę na fragment dokumentu, który nie wiedzieć czemu kojarzy mi się jednym ze zdań z „Folwarku zwierzęcego”. Po obszernym opisie, kiedy należy w dziedzinie kultury stosować „pełną opcję” pada kategoryczne: „najbardziej konserwatywne reguły (dostępność na zasadach otwartego dostępu lub długi okres embargo) powinny dotyczyć takich zasobów o znacznej wartości komercyjnej, jak bieżące produkcje mediów publicznych czy filmy dofinansowywane przez Polski Instytut Sztuki Filmowej” (s. 20 projektu). Nie wiem, co czyni produkcje mediów publicznych oraz filmy tak uprzywilejowanymi. Nie rozumiem też co oznacza „znaczna wartość komercyjna” finansowanych publicznie zasobów kultury (wartość dla kogo?). Warto byłoby to w trakcie konsultacji wyjaśnić.

Sławomir Czarnecki – odpowiada za komunikację w Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku i za programy realizowane przez Instytut Obserwatorium Kultury i Medialab.

Tekst został opublikowany na blogu widowniablog.pl na licencji Creative Commons (CC BY-SA 3.0). Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji ngo.pl.

 


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna ngo.pl
Wyraź opinię 1 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz polemika ~młody 20.03.2013, 01:44 Umowa teatru z autorem, może uwzględniać opcję pośrednią, czyli embargo, prawda? Także autor dramatu może np. sam ładnie oprawić, wydać i sprzedać. btw jak już dramat trafi do otwartych zasobów publicznych to jaki sens ma "wydanie przez niezwiązane wydawnictwo dramatu? Nawet jeśli się tak stanie, to czy jest nad czym kruszyć kopię... zdecydowanie szkoda czasu! btw2 nie wszystkie teatry są publiczne i nie na każdą umowę człowiek się zawsze zgadza, bo przecież swoboda umów. Z góry zakładasz że dzieją się rzeczy, na które autor i teatr nie mają kontroli... skąd takie przypuszczenie? Skąd takie nastawienie... dziecinne? C'mon... co to trudno takie rzeczy ogarnąć w umowie???? Rozumiem, że można mieć obawy, ale jakieś podstawy poprosimy... bo póki co to takie pitu pitu :) Równie dobrze ja mogę napisać, że więcej dobrego taka ustawy przyniesie, bo tak źle jak jest teraz to już nigdy nie będzie... i lepiej jak będą raz na jakiś czas cierpieć jacyś twórcy, niż idea finansowanie kultury przez państwo(a tak sie dzieje teraz). Czyż nie mam racji? btw3 a skompromitować to się zdążyli niekórzy twórcy(i ciągle to robią) a nie idea otwartości... taka drobna rzecz, którą nie zauważasz, gdyż.... sam nie wiem dlaczego taki miałki tekst napisałeś,...szczególnie że masz na co dzień do czynienie z kulturą... może jakaś chuj*wa ta kultura, albo za mało kontaktu masz? Albo3 z jakimś pseudo-twórcami współpracujesz i bronisz ich interesów, bo sam stracisz pracę, gdyż odpowiadasz programowo za ten chłam artystyczny finansowany za nasze pieniądze. Zauważ że twórcy, to nie tylko twoi ziomkowie, twórcą jestem także ja teraz tutaj i nie masz prawa skasować tego co napisałem, gdyż jest to moja własność intelektualna i nawet hohoho wulgaryzmy nie powinny usprawiedliwiać kasowania. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • edukacja
  • kultura
  • nauka i technika