Przejdź do treści głównej

Sektor jest też dla hobbystów

autor(ka): Marek Chodaczyński, oprac. redakcja ngo.pl
2012-10-31, 13:11
archiwalne
Marek Chodaczyński
CHODACZYŃSKI: Dyskusja o profesjonalizmie w organizacjach kulturalnych nie ma sensu, a sektor jest także dla hobbystów.

Dziwię się tej debacie, chyba została wywołana, żeby podnieść czytelnictwo portalu. Pytanie bowiem, czy też raczej problem, sformułowano poprzez pytanie o profesjonalizm NGO-sów, nie zaś zawężono o administrowanie czy finansowanie tychże?

Jak sprecyzować pojęcie profesjonalizmu dla trzeciego sektora? Czy to oznacza, że wszyscy winniśmy starać się opanować gąszcz przepisów i zobowiązań, często z góry uprzedzani, że dany gąszcz już jutro ulegnie zagęszczeniu… Czy raczej koncentrować się na działaniach stanowiących o istocie naszych organizacji, robić jak najlepiej i coraz lepiej, często nie oglądając się na wzmiankowany gąszcz? Czasem myślę, że w trzecim sektorze pracują superprofesjonaliści, którzy sprawiają, że po prostu jeszcze nie padł!

Nie może być dyplomów z działania

Za pytaniem o to, czy organizacje powinny być profesjonalne, idą inne. Na przykład: co miałby oznaczać profesjonalizm w organizacjach pozarządowych en bloc? Na przykład w kulturze, którą się zajmuję? Kto miałby decydować, że organizacja kulturalna dostarcza profesjonalnej usługi? Kto miałby decydować o „profesjonalizmie” dzieła, które artysta – zrzeszony z innymi artystami – tworzy? Który z artystów to profesjonalny artysta? Ten, który ma dyplom? Ten, który należy do zrzeszenia twórców sztuki ludowej?

Ponieważ działam w dziedzinie kultury i sztuki, to muszę zapytać: co w niej znaczy profesjonalista? Sam używam określenia, że teatr, który prowadzę, współpracuje z profesjonalistami w swoim zawodzie, tyle że jest to określenie branżowe, nie zaś „trzeciosektorowe”. Przyznam zresztą, że spotykając się z teatrami zachodniej Europy, często miałem kłopot z określeniem „profesjonalista”. Tam często nie ma szkolnictwa w naszym rozumieniu. W naszej rzeczywistości: w systemie postkomunistycznym, profesjonalista to człowiek, który dostał „cenzus”. W ZASP-ie np. obowiązuje teza, że artysta z dokonaniami, ale bez egzaminu przed KOMISJĄ, to nie profesjonalista, ten zaś który zdał taki egzamin – już tak. Kiedyś, za czasów komuny, były też komisje nadające kategorie. Ten, kto dla przykładu dostawał trzecią, był gorzej opłacany od tego, co dostawał najwyższą tzw. „eSkę”. Do dzisiaj zresztą podobny system oceny obowiązuje np. w teatrach instytucjonalnych.

Nie ma standardu w kulturze, również pozarządowej

Lubię takie powiedzenie: „Kiedy spada jedno ziarno, to go w ogóle nie słychać, a kiedy spada worek  ziaren, to słychać huk. Pytanie: od ilu ziaren zaczyna się huk?”. Czy Rolling Stonesi to byli profesjonaliści?

W komisjach oceniających oferty konkursowe organizacji kulturalnych dwóch, trzech urzędników oraz dwóch, trzech przedstawicieli organizacji pozarządowych spotyka się i ocenia, na ile to, co jest napisane na papierze będzie w świecie rzeczywistym dobrej jakości. Natomiast nie da się stworzyć dobrej karty oceny dzieła, które ma powstać. Wielu znawców tematu twierdzi, że na końcu jest zawsze: „Podoba mi się, nie podoba mi się”. Skąd komisja ma wiedzieć, czy to będzie dobra premiera? Skąd sam twórca ma wiedzieć, czy to dzieło będzie dobre i co to znaczy? A może będzie do kitu…?

Podobnie komisja stypendialna przyznająca stypendium nie wie, jaki utwór powstanie (w kategorii jakości), komisja stypendialna jest po to by dać szansę artyście, zna rezultat rzeczowy. Jestem pewien, że śp. Szymborskiej zdarzały się wiersze, które wyrzucała do kosza. Nie da się stworzyć systemu ocenienia wartości dopiero mającego powstać dzieła.

Sektor jest także dla hobbystów

Nie należy zabierać prawa do działania – z pasji działania. Świat bez „bożych szaleńców” czy tak zwanych „odjechanych” byłby nieznośnie uporządkowany. Zdarza mi się spotykać ludzi, którzy uwielbiają być dyletantem w każdej dziedzinie. Bywają to ludzie męczący: zdarzają się tacy, którzy po trzydziestu minutach siedzenie w pozycji lotosu mówią o sobie: Jestem joginem. Pewnie, że jeśli od nich ma zależeć moja sytuacja, moje życie, to nie bardzo mi odpowiada taka „nieznośna lekkość bytu”. Ale lubię ich, tak jak lubią niektórzy podwórkowe kapliczki, wiem, że są także takie organizacje. Rozumiem ludzi, którzy ewoluują, zmieniają pogląd. Myślę, że w sektorze, przede wszystkim w sektorze, jest dla nich miejsce. Istnieją kolekcjonerzy filiżanek, mają prawo istnieć kolekcjonerzy futerałów, dlaczego nie kolekcjonerzy myśli, poglądów, wiar?

Ludzie, którzy zajmują się małym biznesem twierdzą, że mały biznes o tyle jest lepszy od instytucji państwowych, że jest bardziej elastyczny: dziś produkujemy sznurowadła, jutro miotły. W sektorze podobnie: nie neguję istnienia organizacji, które zajmują się przede wszystkim jedną dziedziną – nie skaczą z kwiatka na kwiatek, ale poszukuję uzasadnienia dla istnienia tych drugich. Chciałbym wierzyć, że ludzie działający w trzecim sektorze są maniakami działania. Pewnie, często to także sposób zarabiania pieniędzy… Pamiętać należy, że to co nie jest zabronione, jest dozwolone.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji ngo.pl.


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 5 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Sektor dla hobbystów ~Wiesław Jakubczak 08.11.2012, 02:09 Do BA. W sprawie profesjonalizacji działań organizacji, (w odróżnieniu od profesjonalizacji produktu) pozwolę sobie na zwrócenie uwagi na dotychczasową, moim zdaniem, podstwową przyczynę braku profesjonalizacji działań w organizacjach. Trzeba zacząć od stwierdzenia, że problem profesjonalnej obsługi (czyli większości niezbędnych kosztów administracyjnych) został w ogóle zauważony i praktycznie uwzględniany dopiero od niedawnej zmiany rozporzadzenia do ustawy opp, w sprawie nowego wzoru składanych wniosków. Niestety w dalszym ciągu w "pseudo" nadzorczo kontrolnym podejściu, wiekszości urzędników, spotykam się ze sztucznym ograniczaniem tych kosztów, np. poprzez procentowe ograniczenie (do 10%) udział tych kosztów w kwocie dotacji, co wraz z często zapistwanym warunkiem zaliczania kosztów koordynatora do kosztów administracyjnych, musi powodować faktyczne obniżanie jakości działań, a zatem i braku ich profesjonalizacji dla większości średnich i małych podmiotów trzeciego sektora. ODPOWIEDZ
  • Sektor dla hobbystów ~Wiesław Jakubczak 08.11.2012, 01:42 Marku gratuluję trafnej analizy i potwierdzam twoje stanowisko w sprawie sektora pozarzadowego. Również uważam, że w sektorze mamy ogromną, nigdy w pełni nie wyliczalną wartość dodanną w tym również finansową, wnoszoną przez Hobbystów, których ja nazwał bym - "filantropami pasjonatami". Przykładowo: kto policzył wkład i uwzględnia, niegdy nie zaliczanej do kosztów, pracy tworzenia i opracowywania wartości przygotowywania dziesiątków wniosków o doatcje i granty, nawet po ich przyjęciu na dofinansowanie. Dlatego zgadzam się, że nie wszysko należy profesjonalizować - ja rozumiem to jako komercjalizować trzeci sektor, tym bardziej, że nie wolno w nim uwzgledniać (tylko dla tej grupy podmiotów) rzeczywistych rynkowych kosztów i faktycznych wysiłków włozonej pracy i wartości myśli.. ODPOWIEDZ
  • BA ~T.Dominiak 31.10.2012, 05:19 Ja myśląc o profesjonalizmie NGO mam na horyzoncie sposób działania organizacji nie zaś jej produkty. Rzecz jest raczej o jakości działania a nie o jakości produktów. Można stworzyć ciekawe i wielkie produkty (swej pracy), ale niekoniecznie idzie to z jakością działania. Odpowiedzialność, rzetelność, transparentność i inne nie dotyczą produktu, ale sposobu działania. Nie chodzi o to by zatracić się w administrowaniu, ale o to by spełniać pewne minima, aby zaufanie społeczne dla NGO wzrosło. Chcemy wydawać publiczne pieniądze - bądźmy profesjonalni w sensie jak wyżej. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • inicjatywy oddolne
  • kultura
  • standardy, etyka