Przejdź do treści głównej

Choroba pieniędzy publicznych

autor(ka): Piotr Drygała
2012-10-26, 12:49
archiwalne
Piotr Drygała
DRYGAŁA: Jak często twierdzimy: jesteśmy skuteczniejsi i tańsi od administracji, słuchamy wszystkich wokół i konsultujemy wszystko ze wszystkimi. Nieprawda.

Temat trudny, ale chyba trzeci sektor dorósł to tego, aby móc bić się w pierś i myśleć o tym, jak odwrócić sytuację. Dlaczego? Bo sektor pozarządowy, szczególnie organizacje wspierające obrosły w piórka, a słowo „pozarządowy” zaczyna mieć coś wspólnego z pojęciem „świętej krowy”. My, pozarządowcy często stawiamy się „ponad” i lubimy myśleć o sobie jako realizatorach pożądanych przez „cały naród” działań. Jak często twierdzimy: jesteśmy skuteczniejsi i tańsi od administracji, dążymy do profesjonalizacji i standaryzacji, wiemy jak tworzyć i budować polityki publiczne, mało tego: wiemy dokładnie, jak nimi zarządzać. Słuchamy zawsze wszystkich wokół i konsultujemy wszystko ze wszystkimi. Nieprawda.

Chorujemy na to samo, co administracja publiczna, ale nie chcemy się przyznać

To nie oskarżenie, ale zarzut także do samego siebie, że wszyscy wspólnie ulegamy chorobie zwanej „grantozą” i zapominamy, co oznacza być pozarządową, obywatelską siłą społeczną. To tak naprawdę chęć udowodnienia, jacy to jesteśmy profesjonalni, spowodowała, że zaczęliśmy liczyć na łatwy sukces. Zamiast budować niezależny trzeci sektor z pomysłem na finasowanie z źródeł niepublicznych, stworzyliśmy taki, który opiera się prawie tylko na pieniądzu publicznym. To oczywiście nie ma nic wspólnego z niezależnością i kontrolowaniem administracji publicznej, co powinno być jedną z ról trzeciego sektora. Korzystanie w takim stopniu z środków publicznych powoduje, że przestajemy być „prywatną” czy obywatelską inicjatywą. Może nadal realizujemy inicjatywy z wkładem społecznej pracy, ale jednak za publiczne pieniądze. A to już zobowiązuje do stawiania sobie takich samych standardów, jakie stawiamy administracji. Rozliczamy ją przecież z wielu niefachowych decyzji i nieetycznych zachowań, nie próbując nawet dostrzec, jak wygląda jakość tych decyzji i zachowań w organizacjach. A wygląda najłagodniej mówiąc: tak samo. Żyjąc z publicznej kasy przejęliśmy najłagodniej i najprościej mówiąc również choroby administracji, a nie chcemy się do nich przyznawać. Część organizacji nie dba o to, aby to, co robi, było terminowe lub przejrzyste. Oskarża administrację o to, że kombinuje z zatrudnianiem znajomych - a sama robi to samo. 

Tylko wspólnie można wyzdrowieć

Używam słowa „my” dlatego, że nie ma to być oskarżenie, a raczej dobry początek do rachunku sumienia, szczególnie w chwili ,w której rozpoczęliśmy dyskusję nad nowym okrsem programowaia, a trud wielu ludzi i organizacji doprowadził do tego, że NGO-sy są już zauważalnym i poważnym parterem dla administracji. W moim odczuciu coraz częściej też ważnym, rozpoznawalnym aktorem działań lokalnych społeczności. W związku z tym musimy zakopać topór wojenny i wzajemne oskarżenia między sektorami. Zrozumieć, że „święte krowy” są wszędzie, wszędzie są dobrzy i źli społecznicy i urzędnicy. Więc trawią nas te same choroby i tylko wspólnie możemy wyzdrowieć.

Piotr Drygała - jest Pełnomocnikiem Prezydenta ds. organizacji pozarządowych w Dąbrowie Górniczej. Działacz Stowarzyszenia Zielone Zagłębie, przedstawiciel organizacji w Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych OFOP.


Źródło: własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 11 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Ale czy do końca? ~Dorota 16.11.2012, 09:44 Owszem, jak wszędzie są i takie organizacje. Ale ja najczęściej słyszę, że "podobne zadanie robi ośrodek kultury bądź ośrodek pomocy społecznej". Albo, że zadanie mógłby robić ośrodek... A jakoś nikogo nie interesują standardy wykonania zadania czy koszty... Bo zawsze tak było, bo... ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Mieszane uczucia ~Tadeusz Durczok 07.11.2012, 09:41 Zgadzam się z tekstem Piotra i to od pierwej do ostatniej linijki. Mam tylko mieszane uczucia - nie tylko teraz, nie tylko co do tej wypowiedzi - słysząc lub czytając światłe porady dla organizacji pozarządowych, czy też obywatelskich jak chcą inni, udzielane przez ludzi, pracujących etatowo w urzędach, czyli po prostu urzędników. Bycie urzędnikiem nie jest niczym złym, ale urzędnik, który używa zwrotu "My, pozarządowcy" (patrz wyżej) budzi we nie mieszane uczucia. I to pomimo całej mojej sympatii i szacunku do Piotra. ODPOWIEDZ
  • współpraca ~Beata Stawicka 29.10.2012, 09:57 Zgadzam się całkowicie z autorem, dodatkowo chcę dorzucić jeszcze jedną chorobę w III. sektorze - z moich doświadczeń wynika, że w mieście gdzie prowadzę organizację pozarządową, cierpimy na 'niechęć do współpracy'. Wyścig po pieniądze publiczne zasłonił nam oczy wobec idei partnerstwa. Skupiamy się na dotacjach, wtedy uaktywniamy się, a gdy przychodzi czas na spotkania branżowe w moim mieście frekwencja jest KATASTROFALNIE niska. ODPOWIEDZ
  • święta racja! ~Robert 29.10.2012, 08:10 to w NGOsach znajdziesz szafy pełne laptopów, rzutników i innych gadżetów, bo nieoczekiwanie przeszły im wszystkie granty i nie mają co z tym zrobić - sprzedać nie mogą, a pożyczać się boją. Wiele fundacji to sezonowe urzędy, przedłużenie WUPów, ROPSów i innych. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • inicjatywy oddolne
  • profesjonalizacja, podnoszenie kwalifikacji
  • standardy, etyka