Przejdź do treści głównej

Szansa na mniejsze marnotrawienie pieniędzy

autor(ka): Witek Hebanowski, Fundacja Inna Przestrzeń
2012-08-09, 11:06
archiwalne
Witek Hebanowski
HEBANOWSKI: Lepiej jest czasem stracić środki, finansując działania jednej instytucji, która zmarnuje czy nawet sprzeniewierzy powierzone jej pieniądze, niż tworzyć system dający pozorne bezpieczeństwo wszystkim realizowanym projektom, a w rzeczywistości promujący te formalnie poprawne, ale często mierne i nieodpowiadające na rzeczywiste potrzeby.

Bierzemy udział w różnych działaniach wychodzących poza nasze cele, m.in. uczestniczymy w dyskusjach dotyczących standardów działania organizacji pozarządowych, np. w Komisjach Dialogu Społecznego w Warszawie czy w Grupie Zagranica. Sami w pewien sposób uczestniczyliśmy w regrantowaniu środków finansowych m.in. w środowiskach cudzoziemców w Warszawie.

My tych potrzeb byśmy niedostrzegli

Naszych działań – z przyczyn formalnych – nie mogliśmy w projektach opisywać jako regranting, zawsze musieliśmy to nazywać jakoś inaczej i być przygotowanym na problemy przy rozliczaniu całego projektu. Zawiłość tych finansowo-proceduralnych przygotowań zazwyczaj kosztowała nas więcej czasu i energii, niż merytoryczny wkład w projekt. Ale w mojej ocenie, nawet działania tylko zbliżone do formuły regrantingu, w których zespoły ludzi z określonych środowisk otrzymywały środki na wypracowane wspólnie pomysły – przynosiły bardzo dużo pozytywnych efektów. Środki te trafiały do imigrantów: oni sami w swoich środowiskach dostrzegali takie potrzeby, na które my nigdy byśmy nie wpadli.

Blokował to jednak bezwład biurokratyczny. Działy prawne urzędów są zazwyczaj nastawione na „nie”, na utrzymanie prawnego status quo, a nie na zmiany.

Swoją drogą – przyznaję – bardzo trudno jest wypracować regranting, który ma sens. Ale jeśli się już uda, jest to szansa na mniejsze marnotrawienie środków publicznych przekazywanych organizacjom, co się nierzadko zdarza.

Od organizacji dobrze przygotowanej do regrantingu można oczekiwać (i zawrzeć to w umowie) np. przeprowadzenia warsztatów dla przyszłych beneficjentów, aby przygotować ich do realizacji projektów. A na koniec: pełnego, publicznego raportu z całego procesu. Instytucji prowadzącej regranting płaci się po prostu za to, aby dobrze zrealizowała konkurs. W tym systemie można się także skupić na ocenie rzeczywistych efektów działań, a nie na formalnościach finansowych.

Moim zdaniem lepiej jest czasem stracić środki, finansując działania jednej instytucji, która zmarnuje czy nawet sprzeniewierzy powierzone jej pieniądze, niż tworzyć system dający pozorne bezpieczeństwo wszystkim realizowanym projektom, a w rzeczywistości promujący te formalnie poprawne, ale często mierne i nieodpowiadające na rzeczywiste potrzeby.

Małe granty

Dużo zależy od mądrego lokowania środków. Dlatego warto rozwijać ścieżki małych grantów: nierzadko mała organizacja działająca w określonej dziedzinie lepiej wyda 10 tys. niż duża, szacowna organizacja, która od lat realizuje projekty za setki tysięcy złotych. Jeśli więc grantodawca ma obawy przed regrantowaniem całości środków przeznaczonych na konkurs – niech wyodrębni w swoim konkursie jedną ścieżkę z małymi grantami – i to przekaże do regrantingu.

Moja teza jest taka: czasem warto z 1 mln zł przeznaczonych na konkurs publiczny wydać 100 tys. zł „tylko” po to, aby lepiej wydać pozostałe 900 tys. zł. Na przykład na pozyskanie (w otwartym konkursie!) zewnętrznych ekspertów do oceny wniosków, aby nie zdawać się na często stronnicze i jeszcze częściej nierzetelne i niedokładne oceny samego grantodawcy.

Ocenić dotychczasowe praktyki

Regranting może być narzędziem źle wykorzystanym (między innymi ze względu na obowiązujący w Polsce roczny czas rozliczania środków publicznych), dlatego – przygotowując się do wprowadzenia takiego systemu dotowania działań społecznych – należałoby odpowiednio wcześniej pomyśleć o konkursie na regranterów. Być może przydałby się także jakiś projekt, w którym oceniono by dotychczasowe propozycje regrantingowe, które się u nas pojawiły.

Pozytywnym przykładem regrantingu środków publicznych jest, jak mi się wydaje, współpraca Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ministerstwa Edukacji Narodowej wokół konkursu dot. edukacji globalnej. Skoro tutaj się udało, dlaczego w innych instytucjach jest to niemożliwe? Potrzebne byłoby „tylko” wypracowanie dobrych standardów.

Do takich standardów zaliczyłbym nie tylko wymagania dotyczące grantodawcy, regrantera i beneficjentów, ale także instytucji monitorującej cały ten proces. Przy czym od takiej instytucji oczekiwałbym nie jedynie wyłapywania nieprawidłowości i karania za nie (od tego jest przede wszystkim prokuratura, która powinna się zajmować przypadkami sprzeniewierzenia środków publicznych), ale przede wszystkim wskazywania, jakie zmiany są konieczne w całym systemie, aby jak najsprawniej i najefektywniej działał i aby proponowane standardy były jak najbardziej dostosowane do życia.

 

Witek Hebanowski – fundator i prezes Fundacji Inna Przestrzeń, inicjator różnorodnych przedsięwzięć m.in. Międzynarodowego Maratonu Pisania Listów Amnesty International, Festiwalu Transkaukazja, portalu Kontynent Warszawa. Realizator projektów społecznych i artystycznych. Socjolog, fundraiser, asesor programów unijnych, założyciel Hebanowski Studio.


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 4 2

Skomentuj

KOMENTARZE

  • P.S. ~Witek Hebanowski 09.08.2012, 06:39 odnośnie tekstu powyżej - oczywiście "nie otrzymała grant" :).. polecam przy okazji wywiad z Markiem Rymszą sprzed kilku miesięcy: http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90445,10841964,Walka_z_bezrobociem__zle_wy dawane_pieniadze.html ODPOWIEDZ
  • Mało konkretny ~edekzkrainykredek 09.08.2012, 06:32 tekst na takim poziomie abstrakcji że aż niewiele z niego nie wynika ODPOWIEDZ
  • konkursy - c.d. ~Witek Hebanowski 09.08.2012, 06:02 Panie Piotrze, przede wszystkim dziękuję za komentarz.. Tezy, które przedstawiłem w wywiadzie dla NGO.pl są nieco przerysowane i z pewnością nie wyczerpują tematu. Pyta Pan o przykłady. Proszę bardzo - przykład wdrażania w Polsce Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich (EFI) przez Władzę Wdrażającą Programy Europejskie. Przykład o tyle dobry, że w samej instytucji grantodawczej doszło do zdecydowanie pozytywnych zmian -- i program ten jest już zdecydowanie lepiej wdrażany niż jeszcze 2-3 lata temu. Wcześniej jednak dochodziło do sytuacji, w której formalne i faktyczne ramy konkursu praktycznie uniemożliwiały udział w nim małych, ale bardzo aktywnych w niskobudżetowych działaniach na rzecz imigrantów, organizacji -- z drugiej strony finansowany był np. projekt publikacji w języku polskim dla imigrantów za ćwierć miliona złotych, który ze względu na swoje błędy był niedopuszczony do dystrybucji w Wydziale ds. Cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. Teraz już jest dużo lepiej - zarówno dzięki otwartości części urzędników WWPE, jak i odwadze beneficjentów, którzy nie bali się upominać o lepsze standardy. Co do 100 projektowych starterów w 100 lokalnych społeczności - to przecież rozwiązania o których mowa w wywiadzie są dla nich praktycznym, rozsądnym rozwiązaniem. Przecież prawie każdej organizacji, która nie otrzymała grantu zależy na rzetelnym uzasadnieniu (co poprawić, aby następnym razem napisać lepszy projekt), uzasadnieniu - które nie wynika z pośpiechu komisji grantowej, ale np. z dokładnej oceny dwóch (a w przypadku rozbieżnych ocen - trzech) ekspertów. ODPOWIEDZ
  • Dyskusyjne tezy ~Piotr Buczek 09.08.2012, 03:06 Konkursów, w których dotacje otrzymują projekty "mierne i nieodpowiadające na rzeczywiste potrzeby" obecnie dla NGO nie ma, a jeżeli Pan takie zna to bardzo proszę o link. Konkurencja w PO FIO, POKL, Funduszu dla Organizacji Pozarządowych itp. jest tak ogromna, że "poprawność formalna' nie wystarcza (to nie lata 90-te). Lepsze jest 100 nawet "miernie" (często z powodu małego doświadczenia) zrealizowanych projektów niż 10 ekspertów z jednej organizacji, którzy "sprzeniewierzają" fundusze na "modelowe i innowacyjne opracowania". Bo 100 społeczności lokalnych, w których coś się podziało. Takie tezy zniechęcają "projektowych starterów" NGO z terenów wiejskich do ubiegania się o granty. A i tak czynią to bardzo rzadko najczęściej z obawy, że im się nie uda. Rzetelności asesorów zewnętrznych w ocenie projektów bym nie przeceniał - często dwie oceny są tak rozbieżne jakby dotyczyły dwóch różnych wniosków. Czasem lepiej jak ocenia grantodawca, bo przynajmniej opinia jest spójna. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • księgowość
  • organizacje wspierające
  • współpraca z administracją