Przejdź do treści głównej

Organizacje mogą za półdarmo, czyli garść refleksji praktyka

autor(ka): Arkadiusz Jachimowicz (ESWIP)
2012-03-14, 11:14
archiwalne
JACHIMOWICZ: Nie godzę się, aby biznes wychwytywał spośród zadań publicznych co tłustsze kąski, a niezyskowną resztę zostawiał organizacjom - mówi dyrektor Elbląskiego Stowarzyszenia Wspierania Inicjatyw Pozarządowych (ESWIP) Arkadiusz Jachimowicz.

Zastanawiam się, czy firmy prywatne w ogóle są zainteresowane realizacją zadań ze sfery pożytku publicznego? Gdzie tu jest dla nich interes? Owszem, swego czasu prywatne agencje opiekuńcze przejmowały usługi opiekuńcze. Jednak, dążąc zgodnie ze swoją naturą do maksymalizacji zysków, zmniejszały stawki wynagrodzeń dla opiekunek kosztem jakości zadania. W ramach innych zadań publicznych, niektóre firmy zmniejszały stawki na wyżywienie do niemal głodowych. Czy o to chodzi w realizacji zadań publicznych?

Pewnie można podzielić katalog zadań pożytku publicznego na te bardziej opłacalne, ale ogromna większość takimi nie jest. Przedsiębiorca prywatny nie jest zainteresowany realizacją najtrudniejszych zadań pożytku publicznego, bo nie generują zysku, stąd naturalna preferencja wobec organizacji pozarządowych, które myślą kategoriami przede wszystkim społecznymi.

Nie ma darmowej zupy

Swego czasu prezydent Elbląga przekazał organizacji pozarządowej prowadzenie schroniska dla zwierząt (zresztą w formie wsparcia, nie powierzenia), do tej pory schronisko prowadzone było przez firmę komunalną. Organizacja, która wygrała konkurs ofert na to zadanie, otrzymała całą infrastrukturę schroniska, cały dotychczasowy jego budżet oraz zatrudnionych tam pracowników (z możliwością zmian po określonym czasie). I co się okazało? Nastało nowe otwarcie. Zaczęła się jego promocja, akcje adopcyjne, rozkręcił się wolontariat (wcześniej zakazany, bo to przecież działalność gospodarcza), pojawił się 1 %, zbiórki pożywienia etc. Rozkwit. Robią to profesjonaliści, a do tego ludzie z sercem i wrażliwością na zwierzęta.

Powyższy przykład lokuje się w sferze działań statutowych organizacji (nieodpłatnych czy odpłatnych), nie gospodarczych, ale to jest dobry przykład, że działalność statutowa może być efektywniejsza (i tańsza) od działalności biznesowej. Choć z drugiej strony nie jest tak, że organizacja może coś robić za darmo (nie ma darmowej zupy – powiadają znawcy), wszystko kosztuje, choć może kosztować mniej – kwestia umiejętności wykorzystania drzemiących zasobów, także społecznych. W ten sposób biznes nie funkcjonuje.

Tu jest nierówne traktowanie

Inny przykład. Moim ulubionym porównaniem różnic pomiędzy biznesem a organizacjami przy realizacji zadania publicznego – choć nie z katalogu pożytku publicznego – jest kwestia wywozu śmieci. Żaden samorząd nie zażąda od firmy prywatnej, która wygrała realizację zlecenia, wkładu własnego, akceptuje w sposób oczywisty generowanie przez nią zysku w ramach realizacji tego zadania. Dlaczego zatem inaczej traktuje organizacje realizujące zadanie publiczne? Przekazuje z reguły zbyt mało pieniędzy, żąda wkładu własnego, nie ma mowy o zysku. Tu jest nierówne traktowanie. Czy to wywózka śmieci, czy prowadzenie świetlicy socjoterapeutycznej – to przecież zadania publiczne.

Warto podkreślić że samorząd, zgodnie z zasadą efektywności, może zakupić realizację usług, a do takiego konkursu mogą stanąć na równi firmy prywatne i organizacje.

Mało tego, należy zapytać – dlaczego organizacja musi dawać finansowy wkład własny w realizację zadania (toć to odwrócenie zasady pomocniczości – mniejszy finansuje większego, czyli organizacja samorząd) i dalej – dlaczego w dotacji nie ma ani złotówki na rozwój organizacji (czyli zysk w kategorii biznesowej). Można powiedzieć, że tu jest nierówne traktowanie podmiotów, bo firma nie podejmie się realizacji zadania bez zysku (choćby perspektywicznego), co zresztą nie dziwi, bo taka jest jej istota.

Można też powiedzieć, że taka sytuacja to żerowanie na organizacjach, ich liderach, członkach i pracownikach – ich potrzebie aktywności, wrażliwości, niezgody na niezajmowanie się problemem. Czyli – czarna robota dla organizacji?

Potrzebna jest standaryzacja usług publicznych

Pojawia się – niedoceniana według mnie – kwestia standaryzacji usług publicznych, niezbędna przy powierzaniu zadań (ale też bardzo często przy dofinansowaniu). Ogromnie żałuję, że samorządy nie chcą standaryzować zadań, choć rozumiem dlaczego.

Ciekawym eksperymentem było wypracowanie w moim mieście standardu realizacji zadania publicznego – świetlicy socjoterapeutycznej. Obecnie organizacja prowadząca świetlicę otrzymuje z samorządu w ramach dotacji ok. 30 tys. zł. Standard wykazał, że roczne finansowanie tego zadania na poziomie minimalnym, oczywiście bez zysku, to ponad 200 tys. zł. Oznacza to, że organizacja prowadząca świetlicę, chcąc nie chcąc, realizuje zadanie poniżej standardu, ale też że wkłada w to zadanie swoje zasoby, wolontariat, pozyskane skądinąd środki finansowe etc. No i serce. Nie sądzę, żeby biznes chciał wchodzić w taki układ.

Jaka jest inna droga?

Może przedsiębiorstwa społeczne. Powtarzam samorządowcom, że jeśli zamierzają zlecać realizację zadań publicznych, to w pierwszym rzędzie niech poszukają przedsiębiorstw społecznych, a dopiero potem przedsiębiorców prywatnych. Czyli preferencje dla organizacji i spółdzielni socjalnych. A dlaczego? – zapyta człowiek od biznesu. Ano dlatego, żeby dać szansę osobom, którym gorzej powiodło się w życiu. Aby poprzez subsydiowane, przyjazne miejsce pracy wyprowadzić je na otwarty rynek pracy lub stworzyć lepszą jakość życia. Aby zamiast demoralizującego zasiłku, dać pracę.

Ale też – jakość przede wszystkim, to nie może być praca z litości, tu muszą panować twarde warunki biznesowe, nie chcesz skorzystać z szansy, pracujesz źle – jesteś zwolniony, na twoje miejsce czekają inni, którzy chcą skorzystać z tej możliwości.

Przedsiębiorstwom społecznym mogą pomóc klauzule społeczne zawarte w prawie zamówień publicznych, choć one nie załatwiają wszystkiego, trzeba i tak podjąć wysiłek takiego zorganizowania zlecania zadań, aby jak najwięcej trafiało właśnie do przedsiębiorstw społecznych. Rozmawiając z szefami samorządów, coraz częściej słyszę, że chcą animować powstawanie spółdzielni socjalnych (nie bez znaczenia są tu dotacje i wsparcie pomostowe…), aby te obsługiwały samorząd w najprostszych zadaniach: koszenie trawników, odśnieżanie, remonty itp. To dobry trend.

Zmierzyć wartość niemierzalnego

I jeszcze jedno – zmierzyć wartość niemierzalnego – czyli ile działalność społeczna przeliczona na złotówki wnosi we wspólnotę lokalną? A wnosi sporo i trudno to porównać z oddziaływaniem biznesu. W Polsce jeszcze nie stosujemy tego rodzaju pomiaru zysku społecznego, gdzie indziej – tak. To daje inną optykę. Bardzo interesującą i przekonującą.

Nie jestem przeciwny biznesowi prywatnemu, jest niezbędny, jednak nie chcę się zgodzić na to, aby regulacje prawne pozwalały na wychwytywanie przez biznes spośród zadań publicznych co tłustszych (czyli zyskowniejszych) kąsków, a niezyskowną resztę zostawiał organizacjom i przedsiębiorstwom społecznym.


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 21 1

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Popieram ~Jakubczak Wiesław 15.03.2012, 06:06 Panie Arkadiuszu. W pełni potwierdzam Pana analizę i wnioski. Mam świadomość jeszcze wielu argumentów potwierdzających pana opinię, między innymi nieuwzględnianie przez organizacje i samorzadowych donatorów, wielu faktycznie ponoszonych przez nie kosztów, szczególnie prac przygotowawczych czy ponoszonych między zadaniami. Najważniejsza jest jednak niestabilność naszego systemu prawnego i sytuacji NGo. Pozdrawiam Wiesław Jakubczak Doradca Zarządu Stowarzyszenia ARTBALE ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • współpraca z administracją