Przejdź do treści głównej

MEN uczy o wolontariacie. A my będziemy musieli to prostować…

autor(ka): Karol Krzyczkowski dla opinie.ngo.pl
2018-03-09, 11:50
KRZYCZKOWSKI: MEN wypuściło publikację o wielce obiecującej nazwie „Poradnik. Wolontariat szkolny”. Jeśli tego będziemy uczyć młodych ludzi, to czeka nas wiele pracy z prostowaniem ich wiedzy i motywacji, kiedy dotrą ze swoim zaangażowaniem do pierwszej lepszej organizacji pozarządowej. O ile w ogóle dotrą po takim starcie.

Polski wolontariat ma wiele problemów. Największym jest fakt, że nie rozumiemy, czym wolontariat jest. Badania CBOS [BS/63/2011] zrealizowane z okazji Europejskiego Roku Wolontariatu pokazują, że utożsamiamy go na przykład z wysyłaniem charytatywnych SMS-ów, wrzucaniem pieniędzy do puszki, pomocą rodzinie czy nawet z bezpłatnymi stażami i praktykami. W takim otoczeniu ciężko jest realizować jakiekolwiek działania promujące i rozwijające wolontariat, bo mówiąc o nim, nigdy nie będziemy pewni, jak rozumieją to pojęcie nasi odbiorcy.

Wypływa z tego jeden wniosek – o wolontariacie trzeba uczyć. Każdy powinien mieć dostęp do takiej wiedzy, a im wcześniej ją otrzyma, tym lepiej dla całej aktywności społecznej w Polsce. I właśnie takich działań oczekiwałbym od Ministerstwa Edukacji Narodowej. Niestety, to, co przygotowało Ministerstwo, głęboko rozczarowuje.

Forma – czemu nie ma PDF-a?

Publikacja jest dostępna w całości elektronicznie w postaci interaktywnej strony www. Próba jej wydrukowania lub pobrania do PDF kończy się powstaniem dokumentu, który wygląda, jak na załączonym obrazku.

Publikację dało się przerobić do normalnego PDF na etapie składu całej publikacji, co byłoby o wiele praktyczniejsze, ale z niewiadomych przyczyn twórcy się na to nie zdecydowali. Zamiast tego, musimy na samodzielnie wydrukowanym dokumencie oglądać cały czas tę paskudną imitację tableta.

Ale wygląd to akurat najmniejszy problem tej publikacji…

Treść – kłopoty definicyjne

Publikacja zaczyna się od próby zdefiniowania wolontariatu:

„Społecznictwo, filantropia, dobrodziejstwo, dobroczynność, działalność społeczna, działalność prospołeczna, praca ochotnicza to inne określenia tego, co oznacza pojęcie wolontariatu”.

A przecież wolontariat i filantropia to dwie zupełnie różne sprawy! Próba zdefiniowania wolontariatu jako filantropii powiela tylko niebezpieczne mity widoczne w badaniu CBOS. Każdy uczeń, korzystając z Wikipedii, może znaleźć informację, że filantropia to „działalność osób bądź instytucji polegająca na bezinteresownym udzielaniu pomocy finansowej lub materialnej potrzebującym”. Na ile jednak będzie gotowy dopytać o to nauczyciela i czy sam nauczyciel posiłkujący się tą publikacją będzie w stanie rozwiać wątpliwości ucznia? To pozostaje tajemnicą.

Najciekawsze jest to, że publikacja kilka stron dalej sama sobie zaprzecza i pokazuje, że „(...) wszyscy przynoszący dary w ramach akcji pomocowych są uczestnikami kampanii, ale nie są wolontariuszami”.

Nieścisłością jest również mówienie, że każda działalność społeczna jest wolontariatem. Wynika to chociażby z ustawy o stowarzyszeniach. Warto byłoby powiedzieć uczniowi na tym etapie kilka słów o tym, co daje należenie do stowarzyszeń i czym się różni praca społeczna członka stowarzyszenia od wolontariatu.

Utrwalanie szkodliwych mitów

Wczytując się dalej w treść publikacji, trafiamy także na inne próby opisu wolontariatu:

„Wolontariat to słowo dosyć nowe, ale oznacza działalność, która istnieje od dawna i określa dobrowolną, bezinteresowną pomoc, którą ludzie świadczą dla swojego otoczenia i siebie nawzajem”.

Wolontariat nie jest słowem nowym. Jego znaczenie się jednak zmieniało, więc uznajmy to za tłumaczenie na skróty.

Ale wolontariat nie jest i nigdy nie był tylko bezinteresowny! Takie jego definiowanie jest bardzo niebezpiecznym mitem, bo wyrzuca poza nawias jakiekolwiek próby zmotywowania potencjalnego wolontariusza do celowego rozwoju. Ten definicyjny chwast, który niestety trudno wyplenić, pojawia się co jakiś czas w różnych miejscach, pośród podstawowych przymiotników opisujących wolontariat: świadomy, dobrowolny i bezpłatny. Teraz niestety zatruwa wolontariat z błogosławieństwem MEN.

Nie powinno się definiować wolontariatu przez pryzmat bezinteresowności z prostej przyczyny. Bezinteresowność wypływa z motywacji wolontariusza nastawionego na „dawanie”. Motywacja ta jest równoważna z motywacją „brania”, w której wolontariusz nastawia się na rozwój własnych umiejętności poprzez działanie.

Obie te motywacje występują razem w każdym wolontariacie. Co najważniejsze, w wolontariacie nie można dawać bez brania i brać bez dawania. Każda osoba decydująca się na wolontariat, bez względu na motywację, wykonuje te same czynności i otrzymuje określone pozafinansowe profity – nowe umiejętności lub zmianę swoich postaw. Niezależnie od tego, czy chce „dawać”, czy „brać”.

Jednak MEN zdecydował się w swojej publikacji skupić tylko na połowie motywacji wolontariuszy. Na miejscu uczniów miałbym duży problem ze zrozumieniem, czy decyzja o wolontariacie podyktowana chęcią samorozwoju jest naprawdę wolontariatem.

Wewnętrzne sprzeczności

Żeby było ciekawiej, ta sama publikacja w dalszej treści wskazuje, że „Wolontariusze przekazują pozytywne postawy i uczą się współpracy w zespole (...) Wolontariat pomaga rozwijać i kształtować osobowość, ucząc żyć według uniwersalnych wartości (...) , pomaga odkrywać sens życia (...) rozwija samodzielność oraz odpowiedzialność za siebie i innych (...) Aktywny wolontariusz zyskuje wiele: satysfakcję, poczucie sensu, uznanie ze strony innych, podwyższenie samooceny itd. Zaangażowany wolontariusz zyskuje nowych przyjaciół i znajomych, zdobywa wiedzę, doświadczenie i nowe umiejętności. Zdobywa też lepszą pozycję w dalszej nauce i na rynku pracy”.

Najciekawszy przykład w tym zakresie znajdziemy w Karcie Wolontariusza zamieszczonej w książce: „Jestem otwarty na nowe pomysły i sposoby działania oraz wykorzystuję szansę uczenia się nowych rzeczy od innych osób”.

Nie wiem, jaka była intencja autorów do przedstawienia wolontariatu jako bezinteresownego, a potem dość dobrego opisania profitów, jakie daje.

Przemilczę już opisanie w publikacji wolontariatu jako „pomocy (...) dla siebie nawzajem”, który to opis ma się nijak do definicji ustawowej, wedle której korzystającym może być określony podmiot, nie osoba.

Wolontariat – nie zawsze sukces

Publikacja zakłada też, że najlepiej, jeśli każdy wolontariat kończy się sukcesem: „Gdy takie działanie zakończy się sukcesem, masz satysfakcję i poczucie dobrze spełnionej misji. Możesz zdecydować, że będziesz systematycznie działać w wolontariacie”.

Niestety, nie każdy wolontariat musi zakończyć się sukcesem. I nawet lepiej, kiedy kończy się dobrze podsumowaną porażką. Jeśli będziemy młodych ludzi uczyć, że wszystko ma się kończyć sukcesem, to taka osoba odpadnie z wolontariatu przy pierwszym lepszym kryzysie, który zresztą jest naturalną fazą rozwoju każdego zespołu, w tym zespołu wolontariuszy. Potem będzie rozpowiadać rówieśnikom, że „wolontariat jest do bani”.

Każda porażka w wolontariacie powinna uczyć między innymi tego, w czym wolontariusz się źle czuje i czego nie powinien próbować. I to jest właśnie to doświadczenie, które przekłada się potem między innymi na rynek pracy, bo pokazuje, w którę stronę młodzi powinni się rozwijać i kierunkować, a w którą nie. Pozwala też młodemu człowiekowi na odkrycie swoich pasji oraz znalezienie i doświadczenie wielu działań, które jego pasjami nigdy nie będą.

Historia zamiast aktualności?

W historycznej części publikacja tłumaczy, że wolontariat odwołuje się do postaci Pierre’a Ceresole’a i założonej przez niego w 1920 organizacji Service Civil Inernational (SCI). Moim zdaniem, do tego odwołuje się ruch workcampów jako międzynarodowych obozów wolontariackich, ale nie wolontariat jako całość. Jeśli już mamy sięgać do historii, to ciekawszym przykładem jest YMCA organizowana od 1851.

Ale historię zostawiłbym jednak historykom. Może lepiej byłoby – zamiast pokazywać zagraniczne ideały z XIX i początków XX wieku – pokazać ludzi, którzy tworzą wolontariat blisko nas w wieku XXI? Mamy przecież wiele przykładów, które bardziej przekonają młodych. Mamy przecież potężne i rozpoznawalne organizacje i charyzmatycznych liderów. Jest Jurek Owsiak, Janina Ochojska, Ewa Błaszczyk, ksiądz Jacek Stryczek, Anna Dymna…

Inną sprawą jest odwołanie się do Ceresole’a jako osoby, którą do działania zmotywowała bitwa pod Verdun. Nie wiem, do jak młodego odbiorcy skierowana jest publikacja i czy szkoła zdąży mu już powiedzieć, czym ta bitwa była.

Problemem wolontariatu w szkole jest także fakt, że od dłuższego czasu oscyluje on wokół tematu zbiórek. Widać to chociażby po bazach „dobrych praktyk” wolontariatu szkolnego zamieszczonych na niektórych stronach Kuratoriów Oświaty. Publikacja ta niestety nie rozwiązuje tego problemu i słowem nie wspomina o żadnej organizacji społecznej.

Coś na plus

Żeby nie było, że publikacja jest w całości godna krytyki, podkreślmy kilka rzeczy, które zwracają uwagę, a które należy zaliczyć do pozytywów.

Forma komiksu jest łatwa do przyswojenia przez młode pokolenia, a graficzne ułożenie treści jest czytelne.

W komiksie została także zobrazowana osoba o innej karnacji. Co prawda, tylko na okładce, ale zawsze jest to jakiś krok w stronę różnorodności.

Niewątpliwym plusem jest też niewskazywanie osób z niepełnosprawnościami jako beneficjentów wolontariatu. Ta rzecz przełamuje kolejny mit wolontariatu i stygmatyzowanie takich osób tylko jako biorców pomocy. Szkoda, że publikacja nie pokazuje osób z niepełnosprawnościami jako wolontariuszy.

Autorzy

Do publikacji przyznaje się Caritas Polska. Powściągnąłbym się jednak od krytykowania jej autorów. Moim zdaniem publikacja wpisuje się w misję i wartości Caritas jako organizacji związanej z Kościołem katolickim. Szczególnie pokazuje to opisana „bezinteresowność” wolontariatu, mająca swoje korzenie w misyjności działań tej organizacji. Publikacja po kilku poprawkach byłaby świetna, jeśli chodzi o przygotowanie wolontariuszy Caritas.

Mam jednak duże pretensje do Ministerstwa Edukacji Narodowej za to, że zrobił z niej publikację odnosząca się do całego wolontariatu. Publikacja ta może być pierwszym kontaktem ucznia z tym pojęciem i z działalnością społeczną. Powiela niestety niebezpieczne mity na temat wolontariatu, nie przygotowuje w żaden sposób młodych ludzi do działań i pokazuje tylko fragment możliwości, jakie daje wolontariat. Młody człowiek może już na starcie być wprowadzony w błąd i bardzo mocno ograniczyć swoje zaangażowanie w wolontariat przez wpływanie publikacji na jego motywację.

Można było to zrobić lepiej

Temat wolontariatu w szkole nie jest tematem nowym. Widać to między innymi po wszystkich publikacjach na ten temat zebranych w serwisie bibliotekawolontariatu.pl. Powstawały na przestrzeni lat z inspiracji różnych organizacji czy programów społecznych, jak chociażby programu Szkoła bez Przemocy.

Z czystym sumieniem można polecić też najświeższe działania w tym zakresie. Regionalne Centrum Wolontariatu w Katowicach od kilku lat prowadzi program rozwijający wolontariat w szkołach. Ma na tym polu duże doświadczenia i świetne pomysły – na przykład połączenie wolontariatu z gamifikacją, a bazę wiedzy udostępnia publicznie.

Porównanie publikacji MEN z powyższymi źródłami wypada blado dla ministerstwa. Zastanawia, dlaczego nie zdecydowano się na szersze konsultacje, współpracę z innymi podmiotami i stworzenie lepszej publikacji, mogącej przecież mieć wpływ na kształt trzeciego sektora w najbliższych latach. Zamiast prostować mity, którymi obrósł wolontariat i o których wiemy od 2011, tylko je utrwalamy. Temat został zaprzepaszczony, a dzięki działaniom MEN mamy publikację, o której lepiej będzie zapomnieć.

Albo, co gorsza, trzeba będzie o niej pamiętać i prostować wiedzę, którą wolontariusze wyniosą ze szkół…

Na koniec

Na podsumowanie jeszcze jeden obrazek z publikacji, który bardzo przemawia do wyobraźni:

Dla niewtajemniczonych w zasady fizyki – trzy koła zębate połączone w ten sposób nie mogą się obracać. Mam nadzieję, że nie świadczy to ułożeniu w szkołach współpracy między Radą Wolontariatu, Radą Rodziców i Samorządem Szkolnym, bo z mechanicznego punktu widzenia to nie ma prawa zadziałać.

 

Karol Krzyczkowski – od 17 lat w sektorze: społecznik, koordynator wolontariatu, wolontariusz, trener, watchdog. Bloguje na tematy ważne dla trzeciego sektora i rozwoju wolontariatu na aktywny.blog. Autor publikacji i artykułów na temat wolontariatu i wolontariatu pracowniczego. Absolwent Szkoły Liderów.

Opr.: Ignacy Dudkiewicz, opinie.ngo.pl ()


Czym żyje III sektor w Polsce? Jakie problemy mają polskie NGOJakie wyzwania przed nim stoją. Przeczytaj debaty, komentarze i opinie. Wypowiedz się! Odwiedź serwis opinie.ngo.pl.

 


Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 12 3

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • edukacja obywatelska
  • społeczeństwo obywatelskie
  • wolontariat