Przejdź do treści głównej

Czy NGO są wsobne? Za mało działamy we wspólnym interesie

autor(ka): Magdalena Arczewska dla opinie.ngo.pl
2017-07-10, 11:07
ARCZEWSKA: Gdybyśmy byli w stanie działać w rozmaitych sytuacjach naprawdę razem, moglibyśmy w mniejszym stopniu być wsobni.

Kwestia współpracy organizacji pozarządowych z innymi środowiskami i podmiotami jest ściśle związana ze strukturą samego sektora i tym, jak NGO współpracują między sobą. Niedawno, dla Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych, robiłam badania diagnozujące jakość współpracy między Ministerstwem Zdrowia a organizacjami. Była to kontynuacja badań z 2015 roku, kiedy w podobny sposób badałam Ministerstwa Kultury, Sportu i Turystyki, Sprawiedliwości oraz Gospodarki także dla OFOP-u. Wniosek, który płynie z wszystkich tych badań, ma duże znaczenie dla dyskusji o wsobności sektora.

A brzmi on: nie mamy organizacji parasolowych z prawdziwego zdarzenia.

 

 

Każdy na własny rachunek

Nie chodzi tu w żadnej mierze o organizacje infrastrukturalne, wspierające inne NGO, ale właśnie parasolowe, działające w różnych sferach i branżach. Nawet jeśli taka organizacja powstaje, to kierunek jej działania zależy wprost od osób, które zasiadają w jej zarządzie. W efekcie zbyt często w sektorze każdy działa na własny rachunek.

Oczywiście, problem jest głębszy i dotyczy samych fundamentów, a więc tego, czy nas – jako sektor – łączą jakiekolwiek wspólne wartości czy choćby interesy. Gdyby tak było, gdybyśmy byli w stanie działać w rozmaitych sytuacjach naprawdę razem, moglibyśmy w mniejszym stopniu być wsobni. Bo gdyby – na przykład – z poszczególnymi ministerstwami warunki współpracy ustalała właściwa organizacja parasolowa, zyskaliby na tym wszyscy. Tak to działa w Niemczech, gdzie nikt nie musi tworzyć własnego porozumienia z administracją, wydeptywać własnej ścieżki, negocjować warunków swojej współpracy. Warunki tych działań są ustalane dla wszystkich takie same. W efekcie wszyscy działają dla wszystkich, a nie każdy dla siebie. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby działać tylko w swoim interesie, bo wszyscy działają w interesie wspólnym.

 

 

Za mało dobrych przykładów

To właśnie ustalanie interesów czy fundamentów we własnym gronie sprzyja eliminowaniu problemu wsobności. Póki co – od wielu lat, bo wynika to również z wcześniejszych badań – ludzie, którzy jakkolwiek angażują się w działania organizacji parasolowych, w pewnym momencie dochodzą do wniosku, że nawet jeśli oni będą działali dla wszystkich, to inni będą działali tylko dla siebie. A to niełatwa sytuacja.

 

 

Większej współpracy wewnątrz sektora potrzebujemy zwłaszcza teraz, gdy trwają prace nad Narodowym Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Od ponad dziesięciu lat wszystko było ustalone, a głos sektora był realnie brany pod uwagę w tych dyskusjach – i przy powstawaniu, i przy nowelizowaniu Ustawy o Działalności Pożytku Publicznego i o Wolontariacie. Starano się, by prawo nadążało za praktyką, żeby zarządzać środkami i konkursami w sposób spójny. A nagle pojawił się głos, że wszystko to jest złe, że należy to odciąć grubą kreską i zrobić na nowo. Bałabym się tego i tym mocniej trzeba się temu przeciwstawić.

To zresztą już się dzieje. Kontestacja pomysłów powołania Narodowego Centrum to przykład na to, że sektor potrafi się zorganizować. To samo widzieliśmy w pierwszej kadencji Rady Działalności Pożytku Publicznego, kiedy dzięki zorganizowanej i bardzo wytrwałej pracy pozarządowych członków Rady zmieniono przepisy podatkowe. Udało się to właśnie dzięki osobom, które widziały wspólny interes w tym, by do tego doprowadzić. To dowód na to, że lepsza współpraca wewnątrz sektora skutkuje mniejszą wsobnością. Ale takich przykładów mamy mniej niż więcej.

 

 

Brakuje nam zakorzenienia

Oczywiście, ta wsobność może się też objawiać na poziomie lokalnym w nieszczególnie dużym zakorzenieniu organizacji w lokalnej wspólnocie. Wizja, w której każda organizacja robi to, co chce, na rzecz dobra wspólnego ze wsparciem miejscowej społeczności, jest oczywiście idealistyczna, ale też potrzebna. Bo gdyby się ziściła, gdyby NGO miały to wsparcie wspólnoty lokalnej, gdyby ludzie identyfikowali organizacje wokół siebie, a nie tylko te, które mają dostęp do mediów, gdyby istniała realna więź między obywatelem a organizacją działającą lokalnie, a one same robiłyby dobre rzeczy dla tych obywateli, to pewnie nie mielibyśmy większości takich problemów i dylematów.

Ale to na razie wciąż sfera planów i marzeń.

 

MASZ ZDANIE? CZEKAMY NA WASZE GŁOSY (MAKS. 4500 ZNAKÓW) PLUS ZDJĘCIE NA ADRES: 

 

Magdalena Arczewska – jest socjolożką i prawniczką, pracuje jako adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jest trenerką, badaczką i ewaluatorką z kilkunastoletnim doświadczeniem w pracy w Polsce i za granicą. Specjalizuje się w badaniach dotyczących polityki społecznej oraz współpracy administracji publicznej z organizacjami pozarządowymi na szczeblu rządowym i samorządowym. Wiceprezeska Zarządu Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce.


Czym żyje III sektor w Polsce? Jakie problemy mają polskie NGOJakie wyzwania przed nim stoją. Przeczytaj debaty, komentarze i opinie. Wypowiedz się! Odwiedź serwis opinie.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 5 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • standardy, etyka
  • współpraca między organizacjami
  • współpraca z administracją
  • współpraca z biznesem