Przejdź do treści głównej

NGO do polityki? Organizacje już w niej są!

autor(ka): Grzegorz Makowski dla opinie.ngo.pl
2017-05-02, 03:00
Fot.: Anna Liminowicz
MAKOWSKI: Mam wrażenie, że za dyskusją o zaangażowaniu organizacji społecznych w politykę kryje się fałszywe założenie, że skoro nazywają się „pozarządowe” – a szczerze nie znoszę terminu „organizacja pozarządowa”, choć sam go używam – to znaczy, że są i powinny być apolityczne.

Można patrzeć na to jak kolega-socjolog Paweł Załęski, który od lat głosi tezę, że cały III sektor został stworzony pod koniec lat 80. przez „komunę” wespół z częścią postsolidarnościowych elit po to, żeby wielki społeczny ruch „Solidarności”, zdrowy i polityczny, odpolitycznić i spacyfikować. Miałoby temu służyć oddanie właśnie organizacjom społecznym (pozarządowym) kawałka życia publicznego, w którym miałby sobie działać, nie dotykając tzw. realnej polityki.

Ale nie jest tak, jak mówi Załęski, a i pytanie o to, czy organizacje powinny angażować się w politykę, jest źle postawione. One w niej są – mniej lub bardziej świadomie. Angażują się, zawsze angażowały i będą angażować.

 

 

Organizacje biorą udział w rządzeniu państwem

Ludzie, którzy tworzą organizacje społeczne, robią to zawsze z chęcią zrobienia czegoś wspólnie z innymi. Zwykle robią to w imię jakiegoś większego, społecznego dobra, czasem mobilizują tylko innych, po to żeby zrealizować jakiś bardziej partykularny interes. Tak czy inaczej, zakładając organizację, wchodzą w życie publiczne i polityczne. A tam czekają już na nich różnego rodzaju polityczni decydenci – urzędnik, wójt, radny, poseł czy minister. Zrealizowanie czegokolwiek poprzez organizację, choćby najbardziej szczytnego celu, wymaga interakcji z decydentem politycznym. To, czy organizacje robią to śląc petycje, skargi, wnioski, pisząc ekspertyzy, robiąc lobbing czy rzecznictwo – to sprawa drugorzędna.

Organizacje społeczne są z natury polityczne – niezależnie od tego, czy nazwiemy je „pozarządowymi”. I nie postrzegam tego jako wady. Oczywiście, są takie organizacje, które specjalizują się wyłącznie w działaniu „w terenie” – pomagają ludziom, zwierzętom, chronią drzewa itd. Ale nawet one nigdy nie są całkowicie wolne od polityki. Jest też wiele organizacji, które polityką zajmują się zupełnie otwarcie, np. think-tanki. Chcą wpływać na prawo, na programy publiczne, na konkretne decyzje konkretnych polityków. Organizacje zasiadają w radach przy ministerstwach, chodzą na komisje sejmowe, zbierają podpisy pod petycjami, piszą projekty ustaw. Robią to też organizacje strażnicze. Jedne dbają o większą przejrzystość, inne pilnują standardów opieki okołoporodowej, jeszcze inne monitorują wycinkę drzew albo to, jak urzędy obchodzą się z migrantami. Rzadko kiedy robią monitoring dla samego monitoringu – ostatecznie celem jest poprawa w jakiejś sferze życia, a więc zmiana tego, jak funkcjonuje ta czy inna instytucja publiczna, lub tej czy innej polityki. To jest właśnie polityka w czystym, klasycznym sensie. Organizacje i obywatele w nich skupieni po prostu chcą brać aktywny udział w rządzeniu państwem. I nic w tym złego – w państwie demokratycznym mają do tego święte prawo.

 

 

Między partią a organizacją

Oczywiście, nie jest to polityka w sensie walki o władzę – nazwijmy ją skrótowo „polityką partyjną”. Choć przecież ludzie organizacji przenikają także i do tej warstwy życia politycznego. Znamy przykłady działaczy społecznych, którzy wywodzą się ze świata III sektora, startowali w wyborach i obejmowali funkcje w rządach – profesor Kolarska-Bobińska, profesor Gliński czy minister Szałamacha. Zresztą, żeby nie szukać daleko – Jarosław Kaczyński zasiada między innymi w radzie Polskiej Fundacji Ochrony Zwierząt. Chciałbym wierzyć, że to go zmotywowało do krytyki ustawy o wycince drzew autorstwa ministra Szyszki, który z kolei jest blisko związany z organizacjami łowieckimi.

PiS przez lata budował swoje zaplecze społeczne, rozwijając między innymi Fundację Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, Akademickie Kluby im. Lecha Kaczyńskiego. Co więcej wiele partii – tak jak Ruch Palikota czy Nowoczesna – zaczynały od formy stowarzyszeń, bo w ten sposób łatwiej było im zmobilizować ludzi, by później zamienić się w partię. To również warto odnotować. Choć większość organizacji nie ma aspiracji przekształcenia się w partię.

Organizacje w rozkroku

W praktyce większość organizacji społecznych stoi w rozkroku. Wkłada nogę, albo przynajmniej palce u nogi, do „polityki partyjnej”, czyli tam, gdzie walczy się o władzę, ale drugą nogą tkwi tam, gdzie dzieją się codzienne ludzkie sprawy. W ten sposób organizacje stają się łącznikiem między partiami politycznymi, czy strukturami władzy, a obywatelami. Jest w tym wartość, bo świat walki o władzę, „polityki partyjnej”, zawsze ma tendencję do większej lub mniejszej, szybszej lub wolniejszej (zwykle dość szybkiej) alienacji od codziennej rzeczywistości, w której żyją obywatele. Jeśli organizacje społeczne są aktywne także politycznie i nie boją się wsadzić choćby tych swoich paluszków do Sejmu, rządu, czy rady gminy, nie tracąc jednocześnie z oczu swojego obywatelskiego rodowodu, to mają niepowtarzalną szansę załatać nieco lukę między sferą walki o władzę i sferą realizacji dobra wspólnego.

 

Grzegorz Makowski jest socjologiem, dyrektorem programu „Odpowiedzialne Państwo” w Fundacji im. Stefana Batorego i wykładowcą warszawskiej uczelni Collegium Civitas. W latach 2003-2013 współpracował z Instytutem Spraw Publicznych, m.in. jako kierownik Programu Społeczeństwa Obywatelskiego, ekspert i koordynator projektu KOMPAS, którego celem była analiza i podejmowanie działań na rzecz przyjaznego środowiska prawnego dla organizacji pozarządowych.

Opr.: Ignacy Dudkiewicz, opinie.ngo.pl ()


Czym żyje III sektor w Polsce? Jakie problemy mają polskie NGO? Jakie wyzwania przed nim stoją. Przeczytaj debaty, komentarze i opinie. Wypowiedz się! Odwiedź serwis opinie.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 11 1

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz Nie zgadzam się z opinią p. Makowskiego ~Marek 04.05.2017, 12:28 Od uprawiania polityki są partie polityczne. Jeżeli organizacji pozarządowej marzy się działalność polityczna, powinna przekształcić się w partię. Wszystkie NGO winny być całkowicie apolityczne i działać w obszarach, zgodnie z ustawą o działalności pożytku publicznego. Dotyczy to także, a może szczególnie, Fundacji Batorego. ODPOWIEDZ
  • Co to jest polityka? ~Aleksander 04.05.2017, 10:41 Spór o polityczne zaangażowanie NGO-sów być może w znacznym stopniu jest wynikiem nieporozumienia. Politykę jako taką uprawiają partie polityczne. Mają w swój program działania wpisaną określoną ideologię - np uspołecznienie środków produkcji, lub odwrotnie - ustawową obronę własności prywatnej. Ale mamy jeszcze politykę kulturalną, politykę edukacyjną czy politykę pomocy społecznej itd. Partie polityczne w szerszym lub węższym zakresie zajmują się problemami ustrojowymi Państwa. Kamieniem węgielnym ich działania jest konstytucja i ustawy regulujące zakres wolności obywatelskich. Natomiast różnego rodzaju organizacje zajmują się swoimi statutowymi "politykami" o charakterze wycinkowym - najczęściej regionalnym lub branżowym. Uprawiają na ich rzecz lobbing i realizują w miarę możności zapisane w ich statutach i misyjnym programie cele i zadania. Ale rzeczywiście bywa, że organizacja pozarządowa, deklarując jako cel swojej aktywności, działalność o charakterze użyteczności publicznej, lobuje na rzecz określonych rozwiązań ustrojowych państwa. Jest to szczególnie groźne w przypadku finansowania tych organizacji przez zagranicznych sponsorów. Skutki takiej działalności mogą być wielorakie. Od bardzo pozytywnych do skrajnie szkodliwych. Dlatego wiele państw nakłada na te organizacje obowiązek zgłaszania otrzymywania takiego finansowanie do specjalnych rejestrów, celem monitorowania ich aktywności. Powoduje to zwykle gwałtowny sprzeciw zainteresowanych podmiotów, które uważają tego rodzaju działania za formę dyskryminacji, choć nie jest to jednoznaczne z jakimkolwiek innym ograniczeniem ich aktywności. Jednak takie rozwiązania funkcjonują nie tylko w Azji i Europie ale i w Stanach Zjednoczonych a wiele państw niemających tego rodzaju ustawodawstwa, zaczyna się do niego przymierzać. Reasumując powyższe rozważania, stwierdzić należy iż organizacje, które mają ambicję zajmować się sprawami politycznymi w znaczeniu ogólnopaństwowym, są kryptopartiami i jako takie powinny zmienić swoje statuty albo zakres działania. Natomiast pozostałe, w ramach swoich wewnętrznych „konstytucji”, nie powinny kierować się sympatiami politycznymi ich kierownictwa czy nawet członkowskich gremiów lecz bez względu na przynależność partyjną ewentualnych beneficjentów, udzielać pomocy wszystkim zainteresowanym, jeśli takie są ich potrzeby a organizacja ma takie właśnie możliwości. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • organizacje w polityce
  • państwo, polityka
  • rzecznictwo, lobbing
  • standardy, etyka
  • współpraca z administracją