Przejdź do treści głównej

Jacek Kuroń – wychowanie do przyjaźni

autor(ka): Anna Blumsztajn dla opinie.ngo.pl
2017-03-03, 03:00
BLUMSZTAJN: Mówił o sobie, że jest przede wszystkim wychowawcą. Ludzi trzeba wychowywać do zmieniania świata, do czynienia go lepszym – w oparciu o niezgodę na ludzką krzywdę, o poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka, które całe życie mu towarzyszyło.

Kiedy dziś – w dzień 83 rocznicy jego urodzin – myślimy o spuściźnie myśli Jacka Kuronia w kontekście obywatelskiej aktywności, nasuwa się oczywiście jego społeczna i polityczna działalność – chociażby jako głównego organizatora protestów studenckich, Komitetu Obrony Robotników albo ważnego działacza „Solidarności”. Jednak sam Kuroń mówił o sobie, że jest przede wszystkim wychowawcą. „Przygotowywanie ludzi do rządzenia krajem” było dla niego sednem politycznej działalności. Ludzi trzeba wychowywać do zmieniania świata, do czynienia go lepszym – w oparciu o niezgodę na ludzką krzywdę, o poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka, które całe życie mu towarzyszyło.

Szkoła buntu

Jest tu oczywiście pewien paradoks, którego nawet sam Jacek Kuroń nie był w stanie rozwiązać. Bo przecież takie wychowanie zakłada zakwestionowanie reguł panujących w świecie, a edukacja, zwłaszcza systemowa, zinstytucjonalizowana, ma zawsze, przynajmniej częściowo, charakter przystosowawczy.

Skądinąd dlatego Jacek uważał, że szkoła nie może odgrywać dobrej roli wychowawczej. Uważał ją za instytucję gorszą od wojska i więzienia, nastawioną na dostosowanie młodzieży do panujących społecznych norm i warunków. Jedyne, co się może „twórczego” w szkole narodzić, to bunt przeciwko tej instytucji, a w efekcie bunt przeciwko temu, jak jest świat urządzony.

Utopia na mikro-skalę

Jak zatem wychowywać ludzi do wzięcia odpowiedzialności za świat? Wspólnym celem i zbiorowym działaniem. Cel musi być naprawdę ważny, angażować wszystkich i być trochę, ale tylko trochę, za trudny. Moglibyśmy oczywiście nazwać go – dość dziś wyświechtanym i zbiurokratyzowanym – terminem „projekt”. Wolę jednak myśleć o nim jako o wspólnym marzeniu, o utopii na mikro-skalę.

To ważne – przede wszystkim cel nie może być instrumentalizowany. Nie możemy „ćwiczyć” umiejętności współpracy albo sprawności obywatelskiej na jakimś zadaniu, mniej lub bardziej istotnym. Nie chodzi też o jednostkowy rozwój albo o osiąganie indywidualnych celów – jak szlachetne by one nie były. Nie pasuje tu nawet słowo „wolontariat”, kiedy podejmujemy jednostkową decyzję o włączeniu się w jakieś szerzej zakrojone zadanie, którego kształt został już nie przez nas określony.

 

 

Demokracja i wspólnota

Całe zadanie musi być wspólnie przemyślane, wspólnie przeżywane i wspólnie realizowane. Najważniejszą zasadą jest tu współrządzenie: wszyscy decydują, każdy i każda pełni urząd.

Decyzje dotyczące celu i zadań, sposobu ich realizacji, podejmowane są wspólnie, demokratycznie – wychowawca lub wychowawczyni nie ma w nich mocniejszego głosu. Funkcje pełnione są rotacyjnie przez wszystkich członków i członkinie zespołu. W trakcie jej sprawowania ma się pełną władzę nad sprawami z nią związanymi. W ten sposób odpowiedzialność jest równo rozłożona między wszystkich. Musi udać się razem – nawet jeśli przy ważnym zadaniu przywództwo przypadnie szarej myszce: „to jest dopiero wielkie zadanie dla zespołu: tak wykonywać rozkazy niedoświadczonego dowódcy, żeby ten dawał sobie radę” („Wiara i Wina”).

Nie kształcimy liderów

To pomysł nastawiony na kształtowanie grupy, a nie jednostek. To trudne do przyjęcia w czasach przezroczystego wręcz indywidualizmu. Kluczowa jest atmosfera panująca w zespole, więzi, wzajemna troska i pomoc – tylko gdy one istnieją, jednostka może dać z siebie to, co najlepsze. Dlatego istotnym uzupełnieniem zasady współrządzenia jest tak zwane „prawo najmniejszego”. Mówi ono, że wszystkie przywileje i ustępstwa należą się najsłabszym. Jak podsumował to jeden z naszych absolwentów: „grupa jest tak silna jak najsłabszy z jej członków”. Jest to pomysł zupełnie a-rywalizacyjny i nienastawiony na wykształcanie liderów. W pewnym sensie nie ma tu indywidualnej sprawczości – mają ją wszyscy albo nikt.

Tylko tak pojmowane cel i działanie może wykształcić to, co jest ostatecznie stawką działania wychowawczego i politycznego – pozytywną więź między ludźmi, przyjaźń (albo miłość). Tego rodzaju więź zmienia człowieka na lepsze, wykształca wrażliwość i potrzebę porozumienia się z innym. I daje prawdziwe poczucie zakorzenienia w świecie, niezbędne, żeby się z nim mierzyć. Wspólne realizowanie ważnych celów ma uświadomić mi, że moje konieczne bycie w społeczeństwie, zależność od innych ludzi, nie jest przeszkodą w samorealizacji, ale w istocie jej warunkiem, potencjalnym źródłem szczęścia i poczucia sensu.

Obywatel tworzy się we wspólnocie

Brzmi to wszystko naiwnie, niekonkretnie, zupełnie nieprzystająco do obecnych czasów – daleko od wizji sprawnego, dobrego obywatela nowoczesnego państwa. A jednak – myśl pedagogiczna Jacka Kuronia przypomina nam, że obywatela tworzy się we wspólnocie. Jeśli „obywatelskość” ma być ważną kategorią polityczną, to musi wypełnić się bezpośrednią więzią z innymi – nie tylko podobnymi do nas, odpowiedzialnością i troską o nich – realnych ludzi. Nie może ograniczać się do myślenia w kategoriach praworządności, dobrego prawa i sprawnego państwa, w których zapośredniczamy swoją odpowiedzialność i relacje z innymi.

Nie ma obecnie wielu miejsc, gdzie takie kształtowanie może nastąpić. I tu, być może, jest możliwość rehabilitacji szkoły – jedynej obecnie instytucji, w której dzieci przebywają razem i mogą nauczyć się przyjaźnić. Żeby nadać nowy sens kategorii „obywatelskości”, musimy robić ze szkoły taką wspólnotę, w której będzie przestrzeń na wspólne przerabianie świata, w myśli i w działaniu, i w której każdy i każda będzie mógł i mogła poczuć sprawczość pośród innych. To zmiana radykalna, ale w istocie wcale nie kosztowna. Dobra wiadomość jest taka, że naprawdę daje się próbować – nawet w obecnych warunkach. Niczego więcej, chyba, Kuroń by od nas nie chciał.

 

Czekamy na Wasze opinie! Przesyłajcie je (maks. 4500 znaków) wraz ze zdjęciem na adres:

 

Anna Blumsztajn – socjolożka, nauczycielka wiedzy o społeczeństwie i była Dyrektorka Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia.

Opr.: Ignacy Dudkiewicz ()


Czym żyje III sektor w Polsce? Jakie problemy mają polskie NGO? Jakie wyzwania przed nim stoją. Przeczytaj debaty, komentarze i opinie. Wypowiedz się! Odwiedź serwis opinie.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 15 4

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz Czuje się okradziony ~Chop z miasta 06.03.2017, 10:01 Jest tylko mały problem. Jacek Kuroń nigdy nie zapłacił ani groszo nawet za jedną ze swoich słynny zup. Dobroczynnośc za cudze pieniądze (zabrane pod przymusem), dla własnego splędoru, ot cała jego spuścizna . ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność obywatelska
  • dzieci
  • edukacja
  • młodzież
  • oświata
  • społeczeństwo obywatelskie
  • standardy, etyka
  • wychowanie