Przejdź do treści głównej

NGO pod presją Orbána. Wnioski z węgierskiej lekcji

autor(ka): Jerzy Celichowski dla opinie.ngo.pl
2017-01-05, 11:36
zdjęcie pochodzi ze strony 444.hu
CELICHOWSKI: Dyrektorzy zaatakowanych NGO widzą też pozytywy. Organizacje przypomniały sobie o konieczności pielęgnowania więzi z obywatelami. Zwiększyło się zainteresowanie medialne pracą trzeciego sektora. Wśród organizacji zwiększyła się świadomość o konieczności współpracy.

Rządowy atak na węgierskie organizacje społeczne za cel miał zwiększenie kontroli nad tym sektorem.

Atak na węgierskie NGO – początki

Zapowiedź ataku pojawiła się w wówczas bliskim rządowi tygodniku w 2013 roku. Opublikowany tam artykuł mówił o międzynarodowym spisku antywęgierskim, którego częścią są finansowane przez Sorosa i Fundusz Norweski NGO.

W kwietniu 2014 roku, tuż po kolejnych wygranych przez Fidesz wyborach, minister János Lázár zarzucił rządowi norweskiemu, że ten finansuje organizacje mające związki z opozycyjną partią. Poszło o fundację Ökotárs rozdzielającą granty z Funduszu Norweskiego, Lázár domagał się wyłączenia jej z procesu decyzyjnego i przejęcia go przez ośrodek rządowy. W odpowiedzi rząd norweski zawiesił wypłaty z drugiej puli Funduszu finansującej projekty rządowe.

Rewizje i przesłuchania w NGO

Rząd węgierski zainicjował wówczas kontrolę organizacji rozdzielających i otrzymujących pieniądze z Funduszu. Te zaprotestowały, gdyż wydatki z Funduszu – nie będąc częścią węgierskiego budżetu – kontrolowane są przez odpowiednią instancję unijną.

W sierpniu głos zabrał sam Viktor Orbán, atakując organizacje społeczne jako „aktywistów politycznych opłacanych przez określona koła zagraniczne”.

Za tą putinowską retoryką szybko poszły czyny: parę dni później w dwóch fundacjach rozdzielających granty z Funduszu (Ökotárs i Demnet) przeprowadzono rewizje i przesłuchano dyrektorów. Wieczorem przed biurem Ökotársu odbył się czterystuosobowy protest przeciwko akcji policji.

Rozpoczęte wówczas śledztwo zostało we wrześniu 2015 roku umorzone z braku śladów przestępstwa.

Co ugrał Orbán?

W międzyczasie, w oparciu o ustawę o dostępie do informacji publicznej, udało się ustalić, że za całą akcją kontroli stał nie, jak poprzednio przypuszczono, Lázár, a sam Orbán.

Pod koniec 2015 roku rząd węgierski porozumiał się z rządem norweskim. Węgry zobowiązały się do odstąpienia od wszelkich szykan wobec organizacji społecznych. W zamian odwieszone zostać miały środki z puli rządowej Funduszu. A także, co ważne, w następnym cyklu 2014-2020 nie miał już brać udziału Ökotárs, a rząd węgierski zyskał prawo veta wobec kandydatów na organizacje rozdzielające środki dla NGO.

Sprawa wydaje się więc zamknięta, można więc pokusić się o podsumowanie.

Dobre strony ataków na NGO

Dyrektorzy zaatakowanych Ökotársu i Demnetu, mimo oczywistych poniesionych kosztów, widzą też pozytywy incydentu. Organizacje społeczne przypomniały sobie o konieczności pielęgnowania więzi z obywatelami. Wielu z nich udało się zgromadzić po kilka tysięcy wspomożycieli udzielających im mniej lub bardziej regularnej pomocy finansowej. Jeszcze niedawno większość NGO żyła z grantów i taka forma finansowania była praktycznie nieznana. Zwiększyło się zainteresowanie medialne pracą trzeciego sektora. Wśród organizacji zwiększyła się świadomość o konieczności współpracy.

 

 

Próba instytucjonalizacji współpracy poprzez stworzenie organizacji patronackiej zakończyła się jednak fiaskiem. Powodów było kilka: obawa, że nowopowstała platforma może przejąć część finansowania, nieumiejętność większych organizacji do podporządkowania się nadrzędnej strukturze, trudności z podejmowaniem decyzji, a także obawa przed zbyt konfrontacyjną wobec rządu postawą wyrażaną przez część organizacji i łączącymi się z nią ewentualnymi szykanami.

Zastraszenie na prowincji

Tu warto podkreślić różnicę sytuacji organizacji w Budapeszcie i w pozostałych miejscowościach. Organizacje budapeszteńskie są na ogół silniejsze finansowo i politycznie, mając lepsze kontakty zarówno na miejscu, jak i za granicą. Ich wzajemna bliskość ułatwia współpracę. Szereg z nich zajmuje się obroną praw człowieka i jest przyzwyczajonych do konfrontacji z rządem. To te właśnie organizacje, z sukcesem, skarżyły poszczególne decyzje prokuratury, wszczynały sprawy o naruszenie dobrego imienia czy też, na drodze sądowej, zdołały uzyskać dokument z podpisem Orbána nakazujący przeprowadzenie rządowej kontroli wobec nich.

Na prowincji, gdzie tych czynników brak, więcej jest zastraszenia. Tam złe stosunki z władzami łatwo mogą się przełożyć na niemożliwość zdobycia finansowania czy też nawet kontynuacji działalności wymagającej współpracy ze strony lokalnej administracji.

Co w Polsce?

Na ile można przyjąć, że w Polsce jest obecnie realizowany model węgierski, spodziewać się można podobnych ataków skierowanych na zagranicznych grantodawców, głównie Sorosa i Fundusz Norweski. Pasuje to do wizji centralizacji władzy i rozszerzania jej na kolejne segmenty państwa i społeczeństwa.

 

Czekamy na Wasze głosy (maks. 4500 znaków) plus zdjęcie na adres:

 

Jerzy Celichowski – były wiceprezydent Węgierskiego Stowarzyszenia Europejskiego


Czym żyje III sektor w Polsce? Jakie problemy mają polskie NGO? Jakie wyzwania przed nim stoją. Przeczytaj debaty, komentarze i opinie. Wypowiedz się! Odwiedź serwis opinie.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 11 3

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz NGO - Węgry ~Patriota 12.01.2017, 11:05 Węgry maja rację - likwidacja Imperium Soroza. W Polsce podobne działania powinie być podjęte , eliminację Soroza ODPOWIEDZ
  • a ja polecam przyjrzeć się dotacjom udzielanym ostatnio przez MSZ ~House 09.01.2017, 11:00 W ostatnich konkursach np. na prowadzenie RODMów czy współpracę z polonią. Jakimś dziwnym trafem nagle pewien duchowny z miasta słynącego z produkcji pierników okazuje się być ekspertem (a konkretnie jego uczelnia i organizacje z nim powiązane) w debacie międzynarodowej czy innych dziedzinach, którymi ... nigdy się nie zajmował. Podobnie rzecz wygląda w konkurach organizowanych w ramach programu kojarzącego się z wyjazdami studentów za granicę - nagle ponad połowa beneficjentów to organizacje kościelne, prawicowe i narodowe. ODPOWIEDZ
  • Jak wyglądają od 2014 represje władz Orbanistanu wobec działaczom organizacji społecznych.. ~Arkadiusz 08.01.2017, 05:59 Wobec nagonki ze strony władz węgierskich walkę podjęły w 2014-2016 tylko te największe, prócz nich szykany dotknęły mniejsze stowarzyszenia i fundacje. Wiele z nich w rezultacie zaprzestało działalności. Tamta wypowiedź Jánosa Lázára w 2014 była jakby sygnałem do ataku, informacją dla kontrolerów z KEHI, że mają wolną rękę w rzucaniu oskarżeniami, jak się potem okazało pustymi, przeznaczonymi wyłącznie, żeby organizacje cywilne dezawuować w mediach i wystraszyć działaczy wspominaniem prokuratora itepe. W sumie w żadnym przypadku nie udało się KEHI (organ kontroli nad wydatkami rządu, niekomptenentny wobec organizacji społecznych, co miało znaczenie w sprawach sądowych, które mu wytoczono) udowodnić jakichkolwiek nieprawidłowości uzasadniających razzie na taką skalę. Wszczęta w 2014 nagonka zelżała po kilku miesiącach, między innymi w wyniku interwencji dyplomatycznych Królestwa Norwegii (Węgry wdepły w zabłoconych buciorach na nieswoje poletko i pogwałciły warunki stowarzyszenia Norwegii z UE!), trwała kilkanaście miesięCy, aż wreszcie wyczerpały się preteksty. Teraz jesienią 2016 padły z ust tych samych decydentów słowa w rodzaju, że owe "określone koła zagraniczne" finansują działalność, która "stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa", co zinterpretowano jako zapowiedź kolejnej fali represji, ale tym razem spodziewane jest więcej, niż kampania dezawuująca, paraliżujące drobiazgowe formalne kontrole, kopiowanie dla politycznych zleceniodawców baz danych ochotników i straszenie prokuratorem, a mianowicie spodziewamy się w najbliższym czasie mocniejszych represji, do których nawet nie podadzą pretekstu, tylko rzekome przyczyny utajnią powołując się na "bezpieczeństwo", czyli na ustawy inwigilacyjno-terrorowo-transparentnościowe. Te zapowiedzi sprzed kilku miesięcy już odniosły efekt - zastraszenie - i jeszcze bardziej utrudniły jakąkolwiek aktywność organizacjom społecznym. Wasz artykuł zawiera mylące sformułowanie co do udziału Jánosa Lázára. Piszecie, że "to nie on stał za atakami". ??? Za atakami władz węgierskich w 2014 przeciw organizacjom społecznym i działaczom praw człowieka János Lázár nie tylko "stał", ale zwyczajnie to on prowadził główny atak. To, że później udowodniono, że podstawę prawną do ataków zapewnił sam premier Węgier Viktor Orbán, dotyczy tylko kwestii formalnych i nie zmienia roli, jaką odegrał János Lázár. Zresztą skoro i Viktor Orbán atakował, to zwrot "ktoś stał za" jest tutaj nieadekwatny. Ataki były otwarte, wyrażone jako groźby, i ze strony różnych ministrów na raz. Optymistyczne info jest takie, że Viktor Orbán trochę się poparzył - w sumie to przez te sześć lat nie popełnił wiele błędów, a tutaj w 2014 popełnił ewidentny (i dlatego trwało dwa lata, żeby organizacje sądownie wymusiły ujawnienie dokumentu), a mianowicie wyszło na jaw, że premier Węgier zwyczajnie wydaje polecenie do wykonania organowi, którego zadaniem i kompetencją jest nadzorować wydatki rządu (i tylko rządu), inaczej ujmując organ kontroli nad wydatkami rządowymi przyjmuje i wypełnia polecenia od rządu, czyli od organu, który ma kontrolować. Polecam swoje notki na FB, gdzie opisuję, jak wygląda Orbanistan: https://www.facebook.com/ArkadiuszKarski/notes ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • demokracja
  • organizacje w polityce
  • państwo, polityka
  • społeczeństwo obywatelskie
  • standardy, etyka
  • współpraca między organizacjami
  • współpraca z administracją