Przejdź do treści głównej

Prawo o zgromadzeniach. Daliśmy administracji za dużo władzy?

autor(ka): Katarzyna Batko-Tołuć dla opinie.ngo.pl
2015-11-03, 12:27
archiwalne
Fot.: Piotr Skubisz
BATKO-TOŁUĆ: Trzeba obserwować nie tylko działanie ustawy, ale przede wszystkim to, czy nie daliśmy administracji zbyt dużo władzy. Pamiętajmy, że prawo do zgromadzeń to przede wszystkim nasza wolność, a regulacje mają po prostu zapewnić dla niej organizacyjne ramy.

Kluczowe plusy

Cieszy uregulowanie zgromadzeń spontanicznych, czyli takich, które mogą stać się normą we współczesnym świecie. Informacje o wydarzeniach z kraju i ze świata nas atakują, ludzie tworzą swoje społeczności interesujące się wybranymi tematami, a możliwość zorganizowania się w celu publicznego zamanifestowania opinii staje się coraz bardziej powszechna. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która prowadziła wiele spraw dotyczących wolności zgromadzeń przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, chwali to, że zauważono różne typy zgromadzeń i że stworzona została możliwość skutecznego odwołania się do sądu, jeszcze przed planowanym terminem wydarzenia. To ważne w razie decyzji o zakazie zgromadzenia wydanej przez administrację gminną.

Podoba mi się też jawność tego, co się dzieje z zawiadomieniem o planowanym zgromadzeniu. Dzięki temu, że jest umieszczane w Biuletynie Informacji Publicznej, od początku mamy wiedzieć, że wpłynęło i jak jest procedowane. To nie pierwsza ustawa, w której BIP traktuje się jako to właśnie miejsce, w którym należy szukać informacji. I jest to bardzo dobry kierunek zwiększający także odpowiedzialność urzędów za sposób zajmowania się sprawami obywatelek i obywateli.

Nie straszy się także karami organizatorów. To ważne, gdyż nie wywołuje tak zwanego efektu mrożącego. A były kiedyś dyskusje i pomysły nad takimi rozwiązaniami.

Rozwiązania, które nie zachwycają

Dziwi, że decyzję o zakazie zgromadzenia udostępnia się w BIP tylko przez trzy miesiące od dnia jej wydania. Redaktor Ewa Siedlecka z „Gazety Wyborczej” napisała kiedyś artykuł, w którym pokazała jakie są powody zakazów. Przykładowo, w którymś z miast zakazano manifestowania przeciw decyzji burmistrza, ponieważ odbywać się miało w pobliżu przejścia dla pieszych i mogło tamować ruch, a tym samym stanowić „zagrożenie dla życia i zdrowia”. W innym mieście zabroniono demonstrować Wolnym Konopiom, gdyż zdaniem władz każdy protest przeciwko zakazowi tego, co już jest zakazane, będzie złamaniem prawa. Wiedza o tym, czego władze zabraniały, pozwala wyrobić sobie zdanie o tym, jak działają.

Tym, co w ustawie irytuje, jest coś, co nazywam „prawem administracji do wygody”. Powtórzono bowiem – wprowadzone już wcześniej – dodatkowe procedury. Przykładem jest tu maksymalnie trzydziestodniowe wyprzedzenie w zawiadamianiu o zgromadzeniu, wymóg załączenia zdjęcia organizatora do zgłoszenia czy konieczność posiadania podpisu i pieczęci gminy, jako elementów wyróżniających, które ma obowiązek posiadać przewodniczący podczas trwania zgromadzenia. W 2012 roku niewprowadzanie takich rozwiązań rekomendowała nam Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Pozostaliśmy jednak przy nich. Jest to ukłon w stronę administracji, a nie obywatelek i obywateli.

Rzecznik Praw Obywatelskich mówi także, że należałoby pomyśleć o wprowadzeniu możliwości korzystania z wolności go zgromadzeń przez osoby niepełnoletnie. Na razie nie mają takiej możliwości.

Poważne wady

Najmocniejsze głosy sprzeciwu pojawiły się jednak wokół definicji zgromadzenia jako „zgrupowania osób (…) w celu odbycia wspólnych obrad lub w celu wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych”.

Chodzi o danie możliwości urzędnikom do interpretowania tego, czym jest „sprawa publiczna”. Jednoznacznie wypowiedziała się w tej kwestii Helsińska Fundacja Praw Człowieka w opinii złożonej do Senatu, podkreślając potencjalną niekonstytucyjność tego przepisu: „istotą wolności określonej w art. 57 Konstytucji jest pozostawienie każdemu możliwości swobodnego określenia kwestii, której będzie dotyczyło zgromadzenie, jak również wyboru jego czasu i miejsca. Chodzi tu zatem o swobodę decydowania jednostki o tym, w jakiej sprawie, gdzie i kiedy będzie się publicznie wypowiadać”.

Przejrzałam zebrane niegdyś przez Sieć Watchdog dane i mam obawy, czy sprawy takie jak „protest uczestników i opiekunów przeciwko planowanemu przejęciu Warsztatów Terapii Zajęciowej przez inny podmiot prowadzący”, czy protesty przeciwko „wiązaniu psów na stałe na łańcuchach” lub „prowadzonej przez pracodawcę polityce płacowej” zawsze zostaną uznane za sprawy publiczne. Pojęcie nie jest nigdzie zdefiniowane.

Jednym słowem – trzeba obserwować. I to nie tylko działanie ustawy, ale przede wszystkim to, czy nie daliśmy administracji zbyt dużo władzy. Pamiętajmy, że to przede wszystkim nasza wolność, a regulacje mają po prostu zapewnić dla niej organizacyjne ramy. Wydaje się jednak, że pisząc nową ustawę, starano się odpowiedzieć na wyzwania nowych czasów.

 

Czekamy na Wasze głosy (maks. 4500 znaków) plus zdjęcie na adres: .

 

Katarzyna Batko-Tołuć – Dyrektorka Programowa Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. Tworzy oddolny ruch społeczny nakierowany na przejrzystość rządzenia i budowanie poczucia odpowiedzialności decydentów.

Opr.: Ignacy Dudkiewicz, opinie.ngo.pl (


Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 6 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • rzecznictwo, lobbing
  • społeczeństwo obywatelskie
  • współpraca z administracją