Przejdź do treści głównej

Czy ruchy nieformalne zastąpią organizacje? NGO-sy jak zombie

autor(ka): Ryszard Michalski dla opinie.ngo.pl
2015-08-17, 11:32
archiwalne
MICHALSKI: Instytucje, w tym także organizacje pozarządowe, w coraz większym zakresie nie potrafią znaleźć narzędzi umożliwiających nawiązywanie żywych relacji z nowymi formami aktywności społecznej. Wiele z tych instytucji zaczyna przypominać zombie, które zajmują się głównie utrzymywaniem własnej struktury – z żywą, ludzką energią mając już niewiele wspólnego.

Na początku lat 90, kiedy zaczynaliśmy tworzyć na Warmii i Mazurach „Tratwę” – stowarzyszenie, w którym działam – jedna z jego podstawowych funkcji polegała na pełnieniu roli rzecznika interesów specyficznej grupy społecznej, jaką była wówczas młodzież, mocno kontestująca rzeczywistość, a którą określało się wówczas mianem subkultur. Przez dwadzieścia lat zarówno sytuacja młodzieży, jak i funkcje naszej organizacji, zmieniały się radykalnie na naszych oczach. Obecnie potrzeby społeczne artykułowane są w inny sposób, życie młodych i ich relacja ze światem dorosłych także się diametralnie zmieniła.

Oczywistość znika

Obserwacja procesu ewolucji, w której uczestniczymy, przekonuje mnie, że rozwój nieformalnych inicjatyw obywatelskich nie jest jedynie spełnieniem demokratycznych założeń systemu, ale w istocie wprowadza zupełnie nową jakość, której pojawienie się jest związane z bardzo głębokimi przemianami kulturowymi. Mówienie, że współczesne, tak zwane „ruchy nieformalne” mają te same źródła, z których kiedyś wypływało powstawanie – już w demokratycznej Polsce – ruchu organizacji pozarządowych, że nie ma w tym istotnej zmiany jakościowej, mnie nie przekonuje.

Ten rodzaj rzecznictwa, który spełnialiśmy wobec młodych ludzi – których nikt nie chciał wówczas słuchać, których interesów nikt nie chciał brać pod uwagę i którzy potrzebowali oficjalnego pośrednika i tłumacza, który umiałby wyrażać ich potrzeby i tym samym reprezentować ich wobec tak zwanej władzy – w momencie powstawania „Tratwy” wydawał nam się niezbędny i oczywisty. Ale ten rodzaj oczywistości zniknął.

Poza kontrolą

Stało się tak, ponieważ metody społecznej komunikacji, artykułowania opinii, wreszcie – wywierania nacisku na władzę – przeszły istotną ewolucję wraz z pojawieniem się Internetu i wpływem, jaki miał on na narzędzia zbiorowego porozumiewania się i tworzenia zjawisk społecznych, artystycznych etc.. Bardzo wiele rzeczy ważnych dla kultury, dla obywateli, szczególnie dla ludzi młodych, dokonuje się kompletnie poza obszarem widzenia i świadomości formalnych struktur: centralnych, samorządowych, ale także stowarzyszeniowych.

Odnosząc się do wstępnych uwag o doświadczeniu z początków „Tratwy” – obecnie młodzi nie muszą już walczyć o miejsce w przestrzeni społecznej i narzędzia do tego służące – tworzą je sami, najczęściej bez nadzoru i pozwolenia tak zwanych „dorosłych”. Powstał nowy obszar kultury w dużym stopniu funkcjonujący poza kontrolą formalnych struktur. „Plemiona nowoczesności”, jak je nazywają socjologowie, działają w sposób nieznany starszym generacjom.

Bez kontaktu z energią

Sektor pozarządowy także podlega rozmaitym przemianom: jest ruchem realnie pełniącym funkcje pomocnicze wobec państwa, profesjonalizuje się, staje się coraz bardziej ekspercki, w dużej mierze uzależnił się od systematycznego przerabiania zleceń i grantów. Oczywiście nie twierdzę, że nie czyni przy tym rzeczy pożytecznych i ważnych. Mam jednak wrażenie, że coraz bardziej zanika w nim umiejętność tworzenia zbiorowych ludzkich poruszeń i bycia rzecznikiem interesów społecznych. Coraz większe obszary aktywności dokonują się poza obszarem objętym planowymi działaniami struktur instytucjonalnych – powstają często w sposób bardzo szybki i żywiołowy; tak szybki, że struktury te nie są w stanie tych procesów dostrzec i nawiązać z nimi relacji. Z istoty swojej, te „poza-strukturalne” zjawiska nie mieszczą się w planach i tradycyjnie budowanych strategiach. Warto na marginesie podkreślić oczywistą potrzebę poszukiwania i wdrażania nowych metod zarządzania przyszłością – takich choćby jak foresight. Można w nieskończoność mnożyć przykłady tego, jak ułożony świat jest zaskakiwany przez żywiołowość zdarzeń. W czasie ACTA, Majdanu, placu Tahir jest to już całkiem oczywiste.

Jest to problem, który uważam za niezwykle istotny i bardzo już aktualny – instytucje, w tym także ruch organizacji pozarządowych, w coraz większym zakresie nie potrafią znaleźć narzędzi umożliwiających nawiązywanie żywych relacji i współdziałania z nowymi formami aktywności społecznej. Z tym, co wytworzyła kultura nowoczesna, w której żyjemy, a więc możliwości zupełnie innego porozumiewania się, tworzenia innego rodzaju struktur. W efekcie bardzo wiele instytucji, w tym stowarzyszeń, nawet tych próbujących być rzecznikiem czegoś lub kogoś poza jedynie samym sobą, w obszarze swojego funkcjonowania zaczyna przypominać zombie, które zajmują się głównie utrzymywaniem własnej struktury – z żywą, ludzką energią mając już niewiele wspólnego.

In statu nascendi

To wielkie wyzwanie – z jednej strony dla władzy i jej struktur, która musi się nauczyć słuchać tego, co się dzieje poza sferą instytucjonalnie artykułowanych treści, wypracowywać całkowicie nowe formy konsultacji społecznych, animowania życia społecznego i kulturalnego. Z drugiej strony to wyzwanie, które stoi przed organizacjami, których pozycja i sytuacja również dynamicznie się zmienia. W najmniejszym stopniu nie mam zamiaru negować potrzeby ich istnienia – są i będą niezwykle potrzebne, szczególnie jeżeli chodzi o działania, które muszą być długofalowe, obliczalne i stabilne. Ale muszą się uczyć nowych metod działania i przeorientować rozumienie swojej roli. Na marginesie należy również zaznaczyć, że dynamika ruchów nieformalnych może również rodzić wiele zjawisk niebezpiecznych i destrukcyjnych.

W którą dokładnie stronę podążać? Tego dokładnie jeszcze nie wiadomo. To wszystko jest „in statu nascendi”, tworzy się na naszych oczach. Trudno przewidzieć, w którą stronę ten proces zmierza. Ale trzeba go umieć obserwować i szybko reagować.

 

Czekamy na Wasze głosy (maks. 4500 znaków) plus zdjęcie na adres: .

 

Ryszard Michalski – zaczynał jako animator jednej z ważniejszych inicjatyw polskiej kultury alternatywnej w latach siedemdziesiątych – olsztyńskiej „Pracowni’. Współtwórca i założyciel Stowarzyszenia „Tratwa”, którego jest Prezesem. Projektował i realizował kilkadziesiąt programów polegających na wykorzystaniu sztuki i narzędzi animacji i edukacji kulturalnej w przeciwdziałaniu wykluczeniu kulturowemu i społecznemu. W ostatnich latach zajmuje się problematyką pamięci historycznej, relacji międzygeneracyjnych i rewitalizacją tradycyjnej kultury polskiej wsi. Kieruje Ośrodkiem Animacji Kultury Czynnej CEiIK w Olsztynie.

Opr.: Ignacy Dudkiewicz, opinie.ngo.pl ()


Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 20 4

Skomentuj

KOMENTARZE

  • [+] Rozwiń komentarz Trafnie, odważnie i na czas. ~Maciej Prażmo 18.08.2015, 09:37 Problem w tym, że lewactwo zawłaszczyło sektor pozarządowy do dokonywania "na siłę" zmian społecznych. Zmiany te w przeważającej większości nie odpowiadają potrzebom społeczeństwa. Najbardziej doświadczone NGOsy nie są rzecznikiem nikogo poza sobą. Lobbują dla własnych korzyści dbając o stosowne zapisy w dokumentach. Stosują zasadę (szantaż) "z nami grzecznie my społecznie". Na powierzchni utrzymują je granty, dotacje i znajomość branży. Stąd rzeczywiście trafność opinii pana Michalskiego. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • demokracja
  • inicjatywy oddolne
  • miasto
  • ruchy miejskie
  • współpraca między organizacjami