Przejdź do treści głównej

Jaka praca, jaka płaca? NGO-sy jak korporacje

autor(ka): Sylwia Chutnik, opr.: Ignacy Dudkiewicz
2015-05-19, 10:57
archiwalne
CHUTNIK: Jak mi jeszcze raz zaproponują szkolenie z „profesjonalizacji III sektora”, to oszaleję. Bo co to za profesjonalizacja, skoro nie mogę normalnie zatrudniać pracownic w swojej fundacji?

Kiedy patrzę na zapowiedzi demonstracji przeciwko tak zwanym umowom śmieciowym, to uśmiecham się krzywo, bo ostatnio na etat mogłyśmy sobie pozwolić rok temu, i to przy dużym projekcie. Nigdy nie spodziewałam się, że w organizacji pozarządowej będzie można zarabiać kokosy, ale bez przesady: ile można dokładać do działalności?

Pusty portfel dyrektorów

Szkolimy pracownice, dbamy o nie, ale bez pensji nie zatrzymamy ich ze sobą. To w większości matki, część z nich samotnych. Mam im powiedzieć, że koordynacja dużej kampanii jest na tyle satysfakcjonująca, że te 1500 zł na zlecenie to wspaniała okazja? Walczymy o godną płacę dla kobiet, wspieramy powrót na rynek pracy po porodzie, szkolimy z asertywności, a potem same nie jesteśmy w stanie normalnie gratyfikować za wykonaną pracę. Czy zatem ktoś za jakiś czas krzyknie: kadra zarządzająca w NGO-sach nie różni się od turbo-kapitalistów z korporacji?

Podobno już powstaje związek zawodowy pracowników i pracownic III sektora. Bardzo dobrze, ale pamiętajmy, proszę, że dyrektorzy fundacji czy stowarzyszeń często jadą na tym samym wózku, co pracownicy i pracownice. Mają nawet gorzej, bo są odpowiedzialni za organizację, również finansowo. Jeśli coś potoczy się nie tak, to wyciągają pieniądze z własnego portfela. A tam też pusto.

Zmienna kadra

Uważam, że wolontariat i staże są dobre przez kilka tygodni. Nie chcę, aby ludzie pracowali za darmo, nawet na rzecz innych. Oczywiście, sama to robię, ale mam inne źródła finansowe. Nie chcę „promować wolontariatu”, chcę promować godne płace w organizacjach. Żeby nie było sytuacji, kiedy pani w urzędzie dziwi się, że wpisałam w budżet „AŻ 500 złotych” za koordynację trudnego projektu. Wyobraźmy sobie, że ktoś musi robić równocześnie 3-4 projekty, aby zarobić cokolwiek. Nic dziwnego, że kadra małych i średnich organizacji jest tak zmienna. Jak w nią wtedy inwestować? Co robić ze zmęczeniem i frustracją?

Rozwiązaniem są między innymi wieloletnie działania (czyli zminimalizowanie kilkumiesięcznych projektów na rzecz dłuższych), być może łączenie mniejszych organizacji w większe, obniżenie kosztów administracyjnych dla fundacji i stowarzyszeń lub ich dofinansowanie, a także opracowanie standardów współpracy między kadrą zarządzającą a zespołem.

 

Czekamy na Wasze głosy (maks. 4500 znaków) plus zdjęcie na adres: .

 

Sylwia Chutnik – prezeska Fundacji MaMa, kulturoznawczyni, absolwentka Gender Studies na UW. Pisarka i felietonistka, autorka powieści. W 2009 roku została laureatką Społecznego Nobla Ashoki.


Informacja własna portalu ngo.pl

Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 176 8

Skomentuj

KOMENTARZE

  • praca w NGO budująca lecz trudna ~Karolina 25.05.2015, 09:51 Zgadzam się z autorką, W NGO pracuję od 2006 roku (z osobami z różnego rodzaju niepełnosprawnością) na umowy od projektu do projektu. Jest to praca trudna, ale dająca dużo satysfakcji, pokory oraz zadowolenia. Nie można jednak i nie da się wszystkiego zrobić samemu, wolontariatem czy poprzez wsparcie darczyńców. W NGO są zasady, reguły, procedury ( statut, regulamin, rozliczenia finansowe), których należy przestrzegać. Przede wszystkim muszą być pieniądze na działania stałe; realizacja założeń powinna być zagwarantowana systemowo ( nie da się pomagać przez kilka miesięcy, a potem zostawić osobę czy osoby - tak jest w przypadku osób z niepełnosprawnością), natomiast pieniądze z realizowanych projektów powinny występować jako dodatkowa możliwość zaproponowania beneficjentowi bardziej potrzebnego wsparcia. Niestety do tej pory jest odwrotnie. Należy to jak najszybciej zmienić. chociażby przez długoterminowe projekty, rozwiązania systemowe, czy dofinansowania (bezzwrotnego) tzw. wkładów własnych organizacji. Społeczność NGO jest sporo proponuję więc bardzo szybko zastanowić się nad stworzeniem jednej struktury zawodowej (związku), silnej i zwartej, która będzie doskonale wiedziała jak zadbać o interesy osób działających w NGO (pracownicy, wolontariusze ). Myślę, że warto bo są to ludzie bardzo szlachetni. Pozdrawiam ODPOWIEDZ
  • nie zgadzam się ~Karol 24.05.2015, 04:48 Kolejny atak na walkę ze śmieciówkami. Pani Sylwio, może słabo się Pani orientuje w rzeczywistości szarego robola, ale walka ze śmieciówkami jest wymierzona w molochy żerujące na braku innych perspektyw. Naprawdę, poza dużymi miastami, świat wygląda szaro. Może by tak w końcu powiedzieć że to SYSTEM jest problemem, który każe ludzi za to że żyją ? w postaci horrendalnych obciążeń fiskalnych i administracyjnych ? ODPOWIEDZ
  • A może by się tak jednak zacząć łączyć? ~K 21.05.2015, 09:42 "łączenie mniejszych organizacji w większe" - może by tak WRESZCIE odejść od sobiepaństwa, zosia-samosiastwa, bratobójczej konkurencji, egoizmu (jeszcze trochę i każdy Polak będzie miał własną fundację), przestać traktować NGO`sy jak własne firmy i postawić na WSPÓŁPRACĘ? ODPOWIEDZ
  • Wreszcie odrobina prawdy ~Wojtek 21.05.2015, 04:40 Zgadzam się z każdym zdaniem p.Chutnik i tym co piszą komentujący. Dołożę swoje. Ogromne pieniądze są przeznaczane na wylęganie kolejnych organizacji, które mają małe szanse na tym ciasnym finansowo rynku. To samo ze stawianiem na rozwój wolontariatu. To fajne, ale kto w perspektywie długofalowej zapewni odpowiednią jakość działań organizacji? Raczej nie wolontariusze, tylko kompletowana przez lata i sprawdzona w bojach kadra, którą wypada godziwie wynagradzać (raczej tylko śmieciówkami), bo pójdzie do konkurencji. Dotyczy to jednak tylko osób posiadających już jakieś źródła dochodu. Zatrudnienie na etacie - marzenie ściętej głowy, przy perspektywie realizacji jedynie kilkumiesięcznych projektów. I jeszcze kamyczek do ogródka ASOS i temu podobnych źródeł finansowania. Na podstawie konkretnych materiałów mogę stwierdzić, że chyba najwyższym kryterium oceny jest kwota na docelowego uczestnika. Pojawiają się więc w ofertach abstrakcyjne ilości beneficjentów. Jak są oni (ich dane) pozyskiwani nie chcę nawet myśleć. Mimo wszystko pozdrawiam i życzę zapału. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz Fundator i prezes funduje... ~Monika 21.05.2015, 12:10 Ponad 3 lata temu założyłam i prowadzę fundację na wsi. Realizuję z powodzeniem mnóstwo małych (to istotne) projektów: kulturalnych, sportowych itp.. Sfinansowałam i finansuję ze swojej pensji nadal ksiegowość, papier, tonery, telefony, beznzynę i wszelkie inne koszty. Oddźwięk społeczny i medialny jest bardzo dobry, moja satysafakcja gwarantowana, ale co z tego? Pierwsze koszty jakie tnę w każdym kosztorysie to praca koordynatora. Z miesiaca na miesiac - chcąc rozwijać organizację - robię coraz wiecej. Coraz trudniej to pogodzić z życiem zawodowym, a żyć trzeba i rodzinnym - bo każda wolna chwila to laptop. Wokół mnie mówi: podziel obowiazki. Ale miedzy kogo? Wciąż praca w NGO jest postrzegana jako nieopłacalny wolontariat, dobre na jedna imprezę, ale nie cały rok! I chyba powoli zaczynam przyznawać tym ludziom rację. Wariatów jest dużo, ale żyć trzeba. Tymczasem, co obserwuję, duże granty w dużych konkursach często dostają wyspecjalizowane NGO, maja z czego utrzymać biuro, pracowników, a NA KOŃCU szukają beneficjentów, zwracając się między innymi do mnie, na wsi z pytaniem o grupę seniorów (modny temat) czy młodzieży. Ja akurat współpracuję z silna grupą seniorów, ale oceniający w ASOS jakoś tego nie dostrzegają. Mnie sie udaje na poziomie gminy, powiatu, województwa, wyżęj (ASOS, FIO, NCK) - jakaś bariera. Moze tam trzeba lobbować?? Raczej piszemy dobre wnioski i oparte o RZECZYWISTOŚĆ. A gminna dotacja na realizację imprezy, typu 2500 zł, to koszt małego zespołu i nagłosnienia. Byłam na wielu szkoleniach, wciaż sie uczę, jeżdżę, próbuję. Sama doradzam jeszcze słabszym ode mnie :) I mam wrażenie, że są NGO które wyspecjalizowały się w pisaniu wniosków i są takie, które wierzą w to co robią i coraz im z tym trudniej :) Bo - to przyznaję - trudno kogoś namówić, żeby kosztem rodziny, rachunków, życia osobistego "działał" dla szczytnych celów i lokalnej społeczności. Czy działalność charytatywna, odpowiadanie na potrzeby społeczności, zapełnianie białych plam i samorządowych luk to musi być, do cholery, czarna robota?? A i tak większość myśli, że jak robię, to się dorobiłam ;) A tak przy okazji, Pani Sylwio, 1500 miesięcznie to fajna kwota, przeciętna pensja pracownika w gminie, domu kultury czy lokalnym sklepie... Czy sie skarżę? Chyba nie, naprawdę lubię to, co robię. Ale od kilku tygodni intensywnie zadaję sobie pytanie: jak żyć? I jak pogodzić wychowanie dwójki dzieci, dwa "pół-etaty" i społeczną pracę w fundacji? Chętnie posłucham podpowiedzi :) ODPOWIEDZ
  • Projekty - wolontariaty ~Dorota 20.05.2015, 01:41 Przy jednym projekcie zakwestionowano mi wynagrodzenie asystentki - uznano, ze za wysokie w stosunku do zakresu usług.... uważam, ze wcale tak nie było - to, ze ja działam w wolontariacie bo mam chore dziecko i utrzymuję się ze świadczeń, to nie znaczy, ze wszyscy teraz mają mieć w głowie jedynie szczytne cele... Dla mnie zapłatą za wykonaną pracę jest radość mojej córki, bo zapewniłam jej to, czego urząd miejski nie chce i nie potrafi! Przeraża mnie jednak, jak czasem nagina się rzeczywistość by tylko dostać maksymalną punktację... I wszędzie tylko wolontariat i wolontariat - ale z czegoś przecież trzeba żyć - ja tez mogę tylko umowy śmieciowe zaproponować :( ODPOWIEDZ
  • " Czyn społeczny"- czy Wolontariat? ~Alicja Boniak 20.05.2015, 12:27 Często z konferencji niewiele wynika:( prelegenci zarabiają ). My wracamy do swoich stowarzyszeń i nadal jesteśmy wolontariuszami a zarabiają " specjaliści", których angażujemy do naszych projektów . Ludzie uciekają z organizacji, ile można robić za darmo? szczególnie jeśli są bezrobotni mimo wyższego wykształcenia. ODPOWIEDZ
  • Taki mamy klimat ~Włodzimierz Kaczkowski 19.05.2015, 06:25 Mnie też przeraża ilość szkoleń, programów współpracy, konferencji i analiz. Ale na to widocznie są pieniądze.. A na to , że organizacje zwykle pracują bardziej ekonomicznie, wydajnie i z większym zaangażowaniem niż instytucje powołane do tych samych zadań nikt nie zwraca uwagi. Podobno przepisy nie pozwalają odpowiednie wspieranie organizacji. Miło być obywatelem drugiej kategorii we własnym państwie. Zmiany potrzebne od zaraz. ODPOWIEDZ
  • Amen ~ngo 19.05.2015, 12:05 III sektor niestety jest systematycznie sabotowany przez urzędników którzy rozdzielając dotacje po pierwsze zza biurka "wiedzą lepiej" co jest potrzebne, a po drugie cena jest kluczowym i często jedynym kryterium wyboru wniosków . Nawet jeśli jakas organizacja za tą cenę proponuje usługi delikatnie mówic marne, albo wcale. Nawoływanie niektórych przedstawicieli organizacji do zwiększenia kontroli NGO to tak naprawde zaproszenie do tego żeby III sektor został unieruchominy przez urzędników, bo będzie on musiał działać tak jak urzędnik państwowy stwierdzi ze powinien. Dumpingowe ceny to tylko część problemu ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywizacja zawodowa
  • kadry, zespół, zatrudnienie
  • profesjonalizacja, podnoszenie kwalifikacji
  • rynek pracy
  • standardy, etyka