Przejdź do treści głównej

Jak nie zabić dobroczynności?

autor(ka): Magda Dobranowska-Wittels
2014-12-10, 14:04
archiwalne
Magda Dobranowska-Wittels
DOBRANOWSKA-WITTELS: „Jak zabić dobroczynność? To proste, takie teksty załatwią sprawę” – to jeden z komentarzy do artykułu o podziale pieniędzy zebranych w akcji Góra Grosza. Wolę jednak zapytać, co zrobić, aby nie zabić dobroczynności.

Za sprawą „Gazety Prawnej” opinię publiczną rozgrzewa w tym tygodniu między innymi akcja Góra Grosza. Towarzystwo Nasz Dom zorganizowało już XV edycję tej akcji, polegającej na zbieraniu w szkołach i przedszkolach monet (głównie o nominale groszowym), które następnie są zliczane, a ich wartość ma trafić do domów dziecka i rodzinnych domów dziecka.

Wzburzenie wywołała informacja, wyciągnięta przez dziennikarza „Gazety Prawnej” z rozliczenia zeszłorocznej, czternastej edycji akcji, z którego wynika, że w 2013 roku Towarzystwo Nasz Dom zebrało 2,6 miliona złotych, ale na pomoc dzieciom została przeznaczona z tego tylko połowa. Resztę bowiem pochłonęły: koszty zorganizowania akcji, czyli między innymi przeliczenie monet, ich transport, wysyłka i druk pakietów informacyjnych, zakup kopert do ponad 42 tysięcy szkół, nagrody dla szkół, druk i wysyłka dyplomów dla szkół i przedszkoli oraz koszty administracyjne (czyli obsługa koordynacyjna, finansowa, analiza, monitoring i wizytacje zgłoszonych projektów). Gorące reakcje wywołują cyfry: ponad 206 tysięcy złotych na koszty administracyjne (8% zebranych środków), ponad 245 tysięcy złotych za przeliczenie monet i blisko 250 tysięcy złotych za ich transport.

Wśród komentarzy pojawiają się oczywiście znane hasła: „pensyjki dla prezesa”, „fundacje (sic!) złodzieje”, „przekręt”, „oszustwo”.

Korzyści „przy okazji”

Można się zżymać na dziennikarzy, którzy szukają sensacji lub powierzchownie traktują temat. Można narzekać na czytelników, którzy w większości w ogóle nie angażują się w działania społeczne (nie mówiąc o ich finansowaniu), ale zawsze wiedzą, jak to taniej lub lepiej zrobić. Można też oczywiście dochodzić, czy rzeczywiście koszt transportu 15 tysięcy paczek bilonu, po 20 kilogramów każda, z 10 tysięcy szkół z całej Polski musi kosztować 250 tysięcy złotych. Można wreszcie ubolewać, że znowu zaufanie (i tak już niskie) do organizacji zostało nadszarpnięte.

Popatrzmy na to jednak z punktu widzenia odbiorców działań organizacji pozarządowych: dla nich najistotniejsze jest to, aby dostać pomoc. Taki też powinien być cel organizacji: pomoc potrzebującym dostarczyć. Ale czy jest to cel jedyny? Czy nie równie ważne jest to, co się dzieje niejako przy okazji? W tej konkretnej sprawie to chociażby zaangażowanie setek tysięcy dzieci (a nierzadko też rodziców i ich znajomych) we wspólne poczynania, które koniec końców mają pomóc innym dzieciom, innym rodzicom. Mamy tu współpracę, mamy kreatywność (bo akcje organizowane w szkołach często są niebanalne), mamy wreszcie uwrażliwienie na potrzeby innych. Czy nie tego między innymi chcemy uczyć nasze dzieci? Ile kosztuje taka nauka? Konia z rzędem temu, kto to dokładnie wyliczy.

Namysł nad kosztami

Słyszę już głosy, że poprzez takie akcje uczymy dzieci jedynie tego, że można je wykorzystywać. A także, że zbieranie bilonu można by robić w mniej spektakularny (czytaj: mniej kosztowny) sposób: lokalnie, a nawet indywidualnie. I proszę bardzo: nikt nikomu nie zabrania przeprowadzić wśród znajomych zbiórki groszy, policzyć te pieniądze, dostarczyć do banku, znaleźć potrzebującą rodzinę czy placówkę i wpłacić darowiznę na jej konto. A potem wszystkich uczestników poinformować o wynikach swojej działalności. I najchętniej jeszcze zapewnić, że w przyszłym roku też to zrobimy. Proste. Żylibyśmy w pięknym kraju. Póki co jednak takie inicjatywy są raczej sporadyczne, a potrzeby wymagają działań na znacznie większą skalę. Można to nazwać naiwnością, ale jakoś mam wiarę, że dzieci, które teraz biorą udział w akcji Góra Grosza, w przyszłości będą w stanie i będą chciały same taką pomoc organizować.

Co powiedziawszy (aby nie wyjść na ostatnią naiwną) dodam, że nie zwalnia to organizacji z namysłu nad kosztami działalności charytatywnej.

Doświadczenia wielu z nas pokazują, że wysiłek (praca, czas, zaangażowanie merytoryczne, logistyczne i finansowe) włożony w zorganizowanie akcji charytatywnej – licząc także wolontariat – nierzadko nie przynosi takich „dochodów” finansowych, które pokrywałyby w pełni koszty tego zaangażowania (to znaczy gdyby tak dokładnie policzyć, ile kosztowałoby nas na przykład wynajęcie na bal charytatywny sali w domu kultury, którą samorząd udostępnił nam bezpłatnie, czy też na przykład emisja spotów reklamowych w mediach publicznych, a za czas antenowy też nie płaciliśmy). Nie mówiąc już o tym, co ma być „zyskiem” naszej akcji, czyli ma zostać przekazane na rzecz potrzebujących. A to przecież z myślą o nich ta cała machina zostaje uruchomiona.

Góra pytań

Czy zatem koszty organizacji imprez charytatywnych są rzeczywiście za wysokie? Czy powinny one być jedynym, ostatecznym kryterium oceny takiej działalności? Jak ocenić, czy korzyści płynące z organizacji takiego wydarzenia warte były (lub nie) tych kosztów? Czy koszty dużej akcji ogólnopolskiej w ogóle mogą być niskie? Jeśli uznamy, że tak – w jaki sposób to osiągnąć? Czy większym nakładem pracy wolontarystycznej? Gdzie postawić granicę, za którą taki wolontariat będzie już wyzyskiwaniem ludzkiej pracy, bez wynagrodzenia? Czy tylko organizacja ponosi odpowiedzialność za koszty akcji charytatywnej? Czy nie są za to odpowiedzialne także inne podmioty, w tym firmy, które pomagają w jej przeprowadzeniu? Czy one też biorą odpowiedzialność za to, żeby akcja była tania? I być może najtrudniejsze pytanie: jak to wszystko przekazać i wytłumaczyć przeciętnemu czytelnikowi takich artykułów, jak ten opublikowany ostatnio w „Gazecie Prawnej”? A są wśród nich zarówno potencjalni odbiorcy tych działań, jak i potencjalni darczyńcy. W komentarzach do wspomnianego artykułu już znalazłam deklarację prawdopodobnie nauczycielki, która zapowiada, że więcej dzieciom nie pozwoli uczestniczyć w Górze Grosza.

Jak nie zabić dobroczynności?

 

Czekamy na Wasze głosy (maks. 4500 znaków) plus zdjęcie na adres: .


Informacja własna portalu ngo.pl

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 17 3

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Wrażenia ~Dorota Halina Kutyła 12.12.2014, 01:58 Przeczytałam ten artykuł, mam całą masę myśli, więc nie wiem, jak to w kilku zdaniach wyrazić. Napiszę tak. Po śmierci mojej Mamy wymyśliłam, że skoro Ona lubiła orkiestrę Owsiaka, to lepiej będzie zbierać pieniądze na nią zamiast kwiatów. Dziś bym tego nie powtórzyła, bo mam do dziś wspomnienia niedobre. Jak mi stanęła pewna ciocia i powiedziała, że już dała w niedzielę. Jak mi cały tłum stał i wrzucał po dziesięć złotych, a jak ktoś dał 50 to minę miał jakby lwa upolował. Dla mnie było to upokarzające. Pamiętałam ogromną hojność mojej Matki i te nikłe wpłaty czynione z miną jakby ktoś dokonywał czynu bohaterskiego bolały mnie jak uderzenia w twarz. Takie mam odczucia. I teraz stawiam się w pozycji owych dzieci z domów dziecka, na które te grosze są zbierane. Nie setki, nie tysiące, a grosze, coś najmniej warte, cennego. Kurczę, jakbym była takim dzieckiem, to bym nie chciała tych groszy na mnie. I o tym sobie głównie myślałam, czytając ten tekst. JAK NIE UPOKORZYĆ POTRZEBUJĄCEGO NASZĄ POMOCĄ. ODPOWIEDZ
  • Po raz kolejny ~Mzakrzewski 11.12.2014, 11:07 Obywatele przekonują sie, że w Najajśniejszej działalność charytatywna jest znakomitym biznesem. Ta fundacja nie jest pierwszą ani ostatnią! Dzieciaki i ich rodzice zrobieni w trąbę-też. Faktem jest że wszelkie dzialania organizacyjne to koszty. Ale powinny być polczone przed.akcją. Wyliczyć się da, ostatecznie matematyka w szkołach jest uczona. Robi sie prosty biznesplan z pozycją przewidywane wydatki. Gdy wiadomo, ile co kosztuje podejmuje się decyzje czy jest sens zawracać ludziom i sobie głowę.Chyba, że nastawiamy sie na zarobek, jak ma to tu miejsce. A pieniądze są za male, aby np. zarobić na lokacie w banku i pokryć koszty. Patologii jest mnóstwo. W ramach tzw. 1 proc, przy zbiórkach charytatywynej żywności. Tego nie wyeliminuje, bowiem jest zbyt wielki biznes aby z niego rezygnować. Na ubóstwie w Polsce da się robic znakomite interesy! bezkarnie, bo tak jest skonstruowane prawo. Co najwyżej odpowiedzialność moralna, ale cóż to ostatecznie jest? Dlatego pzrekonuję znaojomych: chcecie pomóc potrzebującym? Rozejrzyjcie się w okolicy. Są biedne dzieci, rodziny. Kupcie im pomoce do szkoły, buty, weźcie z swoimi dziećmi do kina, na wycieczę. Zaproście na ciastka. To jest najbardziej realna pożadana pomoc. Wszelkie akcje są ryzykiem trafienia na cwaniaków, wykorzystujących ludzkie serce. A nie ma mozliwości sprawdzenia, czy prowadzący zbiórkę, jest uczciwy, czy nie! Pamiętam np. czasy, gdy na topie byla pomoc bezdomnym, samotnym matkom. Gdyby 1/4 darów dla nich przeznaczonych tarafiało do potrzebujących, żyli by niczym przysłowiowe pączki w maśle. ODPOWIEDZ
  • [+] Rozwiń komentarz co do meritum... ~Marian Szydłowski - dyrektor w Stowarzyszeniu 11.12.2014, 08:53 W Polsce jeszcze nie mamy autentycznych organizacji filantropijnych i dobroczynnych (filantrop, dobroczyńca - to ktoś kogo stać z swoich własnych środków prowadzić działania dobroczynne). Prawda jest taka, że wszelkie organizacje pozarządowe - to pośrednicy, działający na rzecz....a pośrednik musi najpierw sam zaspokoić swoje potrzeby, znaczna część, ba! powiem przeważająca większość organizacji pozarządowych to sposób na własne potrzeby zarobkowania - dobroczynność jest tylko prywatnym narzędziem a nie celem....! ODPOWIEDZ
  • Jasny przekaz ~Ela 11.12.2014, 07:50 Dobroczynność zabija taki sposób prowadzenia zbiórki, jak robi to Towarzystwo Nasz Dom: 1. Dzieci dostają informację, że pomagają kolegom i koleżankom z domów dziecka i rodzin zastępczych.Tymczasem: -blisko 900 tys to koszty akcji -345 tys to spłata kredytu za budynek domu dla dzieci, który jest własnością Towarzystwa Nasz Dom -58 tys to kolejne raty kredytu za dom Towarzystwa Nasz Dom -39 tys to elewacja, remont, ocieplenie domu Towarzystwa Nasz Dom -190 tys na działania PORTU (ośrodka Towarzystwa Nasz Dom), który na swoje działania otrzymuje dotację od m.st Warszawy Każdy, kto chce ma oczywiście prawo robić prezenty Towarzystwu Nasz Dom , należy tylko uczciwie formułować przekaz, np" Kochane dzieci wrzucając grosiki, pozwalacie Towarzystwu Nasz Dom powiększać swój majątek, a tym samym poprawiacie (?) los dzieci, które nie mieszkają z własną mamą i tatą" Dobroczynność najszybciej zabije nieuczciwość, a nie , jak usiłują wmawiać niektórzy- faktyczne i rzeczywiste koszty akcji. ODPOWIEDZ
  • określajmy dokładny cel zbiorki ~XX 10.12.2014, 02:43 koszty administracyjne to kilka razy 8% procent: 1. koszty administracyjne 206 tysięcy 2. przeliczenie 245 tysiecy 3. transport 250 tysiecy a cel dla dzieci w rodzinach zastępczych to : a dostały 218 tysiecy natomiast majątek Towarszystwa nasz do : 345 tys spłata kredytu zbierajmy i każdy ma prawo dac na co chce, ale informujmy dokładnie na co ida pieniądze, a nie wykorzystujmy do tego rodzin zastępczych, które borykają sie z takimi problemami jak DD z taką różnicą ze Towarzysztwo Nasz Dom otrzymuje dotacje a RZ nie ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • dobroczynność, filantropia
  • media
  • PR, promocja, wizerunek
  • profesjonalizacja, podnoszenie kwalifikacji
  • społeczeństwo obywatelskie
  • standardy, etyka